Krzysztof Strobel — strona główna
Artykuły / Rynek w praktyce
Rynek w praktyce

Słonecznik w przebraniu

Pięćdziesiąt jeden butelek na cały kraj. Wynik prawie dwa razy ponad limit wciąż „zgodny". I jedna kontrola na dwa miliony butelek, czy to w ogóle jest oliwa. Tak wygląda europejska straż nad tym, co lejesz na sałatę.

Krzysztof Strobel18 września 2026Około 11 min czytania
Okładka artykułu

W twojej kuchni stoi butelka. Na etykiecie gaj oliwny, stare drzewo i dwa słowa: extra vergine. Skąd wiesz, że to prawda?

Tej wiosny europejskie urzędy odpowiedziały na to pytanie trzy razy, w trzech kolejnych miesiącach i w trzech dokumentach. W marcu Komisja Europejska wydała rozporządzenie, które każe w przyszłym roku przebadać oliwę w całej Unii. W kwietniu ta sama Komisja opublikowała comiesięczny raport o podejrzeniach oszustw żywnościowych. W maju Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności ogłosił raport o pozostałościach pestycydów, w którym oliwa ma własny, niepokojący wątek.

Każdy z tych dokumentów jest rzetelny, szczegółowy i policzony co do próbki. Żaden nie odpowiada na pytanie z pierwszego akapitu. Warto przeczytać je po kolei, bo razem mówią więcej, niż ich autorzy zamierzali.

Pięćdziesiąt jeden próbek i trzy czwarte punktu procentowego

Zacznijmy od marca. Rozporządzenie wykonawcze 2026/748 to dokument, przy którym zegarmistrz by się wzruszył. W całej Unii ma zostać pobranych 683 próbek każdego produktu z listy, rozdzielonych między państwa członkowskie proporcjonalnie do liczby ludności, przy sztywnym minimum dwunastu próbek na kraj. W motywach jest nawet wyjaśnienie, skąd akurat 683: tyle potrzeba, żeby wskaźnik przekroczeń powyżej jednego procenta oszacować z marginesem błędu trzech czwartych punktu procentowego. Tyle że ta dokładność dotyczy tabelki dla całej Unii, a nie twojej butelki. O twojej butelce ten program nie mówi nic, dopóki nie trafi akurat na nią, a szansa na to jest mniej więcej taka jak na spotkanie inspektora w windzie.

Oliwa z pierwszego tłoczenia jest na liście na 2027 rok. Załącznik II rozpisuje minimalne liczby co do sztuki: Niemcy 106 próbek, Francja 78, Włochy 75, Hiszpania, największy producent oliwy na świecie, 55. Polska co najmniej 51. Partie do badania wybiera się losowo, wyniki mają trafić do urzędu do końca sierpnia 2028 roku.

Pięćdziesiąt jeden butelek na blisko czterdzieści milionów ludzi to niewiele, ale nie liczba jest tu najciekawsza. Najciekawsze jest to, co te próbki zbadają. Pozostałości pestycydów. Nie skład, nie autentyczność, nie to, czy w butelce jest oliwa, czy słonecznik w przebraniu. Cały ten starannie wyliczony aparat odpowiada na jedno pytanie i trzeba uczciwie sprawdzić, co z tej odpowiedzi wynika.

Osiem razy więcej w trzy lata

Ostatnim razem, gdy urząd opublikował dane o oliwie, czyli w raporcie za 2024 rok wydanym w maju 2026, odsetek przekroczeń limitu pestycydów dla oliwy virgin wyniósł 2,5 procent. W 2021 roku było to 0,3 procent, w 2018 roku 0,6 procent. Ośmiokrotny wzrost w trzy lata. Sam urząd wymienia oliwę wśród produktów, w których przekroczenia wzrosły najbardziej w całym programie.

To nie jest więc problem wymyślony i nie warto udawać, że jest. Warto natomiast zobaczyć, jak działa sama linijka. W całym programie za 2024 rok, we wszystkich dwunastu produktach razem, od bakłażanów po kurze jaja, zbadano 9842 próbki. Limit przekroczyły 234. Za niezgodne z prawem uznano 113. Ponad połowa przekroczeń zniknęła po drodze i nie ma w tym żadnej tajemnicy: unijne wytyczne dla laboratoriów przyjmują domyślną niepewność pomiaru na poziomie pięćdziesięciu procent, a próbka staje się niezgodna dopiero wtedy, gdy przekracza limit po odjęciu tej niepewności. Po ludzku: wynik może być prawie dwa razy wyższy od dopuszczalnego, a w rubryce i tak stanie „zgodne". To nie spisek, to metrologia. Ale dobrze wiedzieć, ile waży słowo „zgodne", kiedy następnym razem ktoś cię nim uspokoi.

A potem, wśród zaleceń tego samego raportu, urząd robi coś, czego trudno się spodziewać po dokumencie o pestycydach. Zaleca państwom i firmom, żeby zagwarantowały identyfikowalność oliwy extra virgin i virgin przez wskazanie miejsca pochodzenia, z powołaniem na artykuł 8 rozporządzenia 2022/2104. Innymi słowy: ten sam urząd, który mierzy pozostałości chemiczne w miligramach na kilogram, w tym samym dokumencie przyznaje, że liczba nie wystarczy. Trzeba jeszcze wiedzieć, skąd to jest.

Zapamiętaj to zdanie. Wrócimy do niego na końcu.

Jedna kontrola na dwa miliony butelek

Skoro pestycydy mają swój program, to kto sprawdza rzecz bardziej podstawową, czyli czy w butelce w ogóle jest oliwa? Uczciwie: ktoś sprawdza. Reguluje to osobne rozporządzenie wykonawcze 2022/2105. Jego artykuł trzeci nakazuje państwom przeprowadzić „co najmniej jedną kontrolę zgodności rocznie na tysiąc ton oliwy z oliwek" wprowadzonej do obrotu.

Tysiąc ton to ponad milion litrów, czyli ponad dwa miliony półlitrowych butelek. Na to wszystko przypada jedna kontrola. To oczywiście minimum, państwa mogą sprawdzać częściej i mają dobierać kontrole według ryzyka. Ale minimum mówi, jak ustawodawca wycenił problem. Po stronie pestycydów mamy aparat wyliczony do trzech czwartych punktu procentowego. Po stronie autentyczności jedną kontrolę na dwa miliony butelek.

I tu wchodzi dokument kwietniowy. Komisja Europejska co miesiąc publikuje zestawienie podejrzeń oszustw żywnościowych zgłaszanych między państwami. W kwietniu 2026 roku było ich 188, wyłowionych z 859 zgłoszeń. W rubryce „tłuszcze i oleje" figuruje oliwa, także extra virgin, rozcieńczana innymi olejami roślinnymi. To podejrzenia, nie wyroki, raport sam to zastrzega. Ale zestawienie dwóch dokumentów tej samej instytucji z tej samej wiosny jest wymowne: w jednym Komisja każe liczyć pestycydy, w drugim sama zapisuje, że w butelkach bywa nie to, co na etykiecie.

Euro za litr wjeżdża, dziesięć wyjeżdża

Jak wygląda to, czego próbki na pestycydy nigdy nie zobaczą? Do tłoczni wjeżdża cysterna z olejem słonecznikowym, najtańszym, po mniej więcej euro za litr. Ktoś dolewa oleju sojowego, dodaje chlorofil, żeby zgadzała się zieleń, i beta-karoten, żeby zgadzało się złoto. Na butelki trafia etykieta z gajem oliwnym. Wjechało euro za litr, wyjeżdża od pięciu do dziesięciu. Średniowiecze przez pięćset lat szukało sposobu na zamianę ołowiu w złoto, a wystarczyło wziąć słonecznik.

Nie wymyśliłem tej sceny. Tak pracowała tłocznia w Cerignoli w Apulii, dopóki nie weszli do niej włoscy karabinierzy wspierani przez Europol i niemiecki sąd w Darmstadt. Dzięki aktom znamy jej rachunek niemal co do centa: milion litrów taniego oleju rocznie, co dwa tygodnie ciężarówka do Niemiec z 23 tysiącami litrów, około ośmiu milionów euro zysku rok w rok. W części dostaw podróbka całkowicie zastąpiła oliwę. Operację nazwano Oro Giallo, żółte złoto. Warto przy tym pamiętać, że Apulia to największy oliwny region Włoch i źródło znakomitych oliw. Sama nazwa regionu na etykiecie niczego więc nie gwarantuje, w żadną stronę.

Można by to uznać za starą sprawę, bo zatrzymania były w 2019 roku, gdyby nie ciąg dalszy. Pod koniec 2023 roku hiszpańska Guardia Civil i karabinierzy zatrzymali w okolicach Ciudad Real jedenaście osób i zabezpieczyli ponad 260 tysięcy litrów „extra virgin", które nie nadawało się do spożycia. W komunikacie Europolu pada przy tej okazji spokojne zdanie, że fałszowanie oliwy extra virgin to powszechna praktyka. To ich słowo, nie moje. Jesienią 2024 roku, w ramach kolejnej edycji operacji OPSON, karabinierzy zabezpieczyli około 42 ton fałszywej włoskiej extra virgin, 71 ton „substancji oleistych" w plastikowych baniakach oraz 623 litry chlorofilu. Sześćset dwadzieścia trzy litry zielonego barwnika to nie jest zapas, który kupuje się na jedną partię. Rok 2019, 2023, 2024, kwiecień 2026. To nie jest archiwum, to jest rytm.

Dlaczego ten rytm nie cichnie? Spróbuj przewieźć przez granicę karton papierosów bez akcyzy, a państwo znajdzie cię szybko i z kodeksem karnym skarbowym w ręku, bo państwo pilnuje akcyzy jak pies miski. Fałszerz oliwy nie zabiera państwu niczego. Zabiera tobie. I to znowu nie jest moja opinia: Eurojust napisał wprost, że grupa z Cerignoli długo działała niezakłócona, bo korzystała z przepisów karnych „niezbyt surowych" wobec pojedynczych aktów handlu podrobioną oliwą. Zysk jak z przemytu, ryzyko jak z wykroczenia. Człowiek przy zaworze umie liczyć, być może najlepiej ze wszystkich bohaterów tej historii.

Łańcuch, w którym każdy kupuje dokument

Zostaje pytanie, kto odpowiada, kiedy coś jednak wyjdzie na jaw. Unijne prawo żywnościowe, czyli rozporządzenie 178/2002, mówi jasno: za bezpieczeństwo żywności odpowiada przedsiębiorca na każdym etapie łańcucha, od producenta przez importera i hurtownię po sklep. Każdy musi umieć wskazać, od kogo kupił i komu sprzedał. Krok wstecz, krok naprzód. Brzmi to jak system, tyle że rozporządzenie nie rozstrzyga, kto finansowo pokrywa koszty wycofania partii z rynku. To zostawiono umowom handlowym i sporom między stronami.

Jestem na tym rynku blisko trzy dekady. Budowałem duże firmy handlowe, potem własną, średniej wielkości. Widziałem ten łańcuch z każdej strony stołu: jako ten, kto kupuje, ten, kto sprzedaje, i ten, kto podpisuje umowę. Przez te wszystkie lata nie spotkałem ogniwa, które miałoby laboratorium na zapleczu. Sklep ufa hurtowni, hurtownia ufa importerowi, importer ufa dokumentom producenta. Każdy kupuje dokument, a towar jedzie razem z nim. Kiedy coś wybucha, koszty nie płyną do winnego, tylko w dół, do tego, kto ma najsłabszą pozycję w umowie.

Dlaczego lodówka nic ci nie powie

W tym miejscu wielu czytelników myśli: dobrze, to sprawdzę sam. Wstawię butelkę do lodówki. Zgęstnieje, to prawdziwa, nie zgęstnieje, to podróbka. Pół internetu powtarza tę radę do dziś, chociaż nauka rozebrała ją trzynaście lat temu. Kiedy test lodówkowy zyskał popularność w amerykańskiej telewizji, badacze z ośrodka oliwnego Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis wzięli siedem próbek: dwie oliwy extra virgin, lepszą i gorszą, zwykłą oliwę z domieszką rafinowanej, olej rzepakowy, olej krokoszowy i dwie mieszanki pół na pół. Wstawili je do laboratoryjnej lodówki ustawionej na 4,7 stopnia. Po sześćdziesięciu godzinach nic się nie stało w żadnej butelce. Po pięciu dniach pojawiło się lekkie zgęstnienie na dnie tych próbek, w których była przynajmniej połowa oliwy z pierwszego tłoczenia. Po stu osiemdziesięciu godzinach żadna nie stężała w całości, a mieszanka extra virgin z gorszą, rafinowaną oliwą zachowała się jak oryginał. Wniosek badaczy był jednoznaczny: ten test nie mówi ani tego, czy w butelce jest oliwa, ani jakiej jest jakości.

Powód jest prosty, choć rzadko się go tłumaczy. Oliwa to nie woda. Woda jest jedną substancją, więc ma jedną liczbę: przy zerze zamarza, przy stu wrze i można na niej skalować termometr. Oliwa jest mieszaniną setek różnych cząsteczek tłuszczu. To nie solista, tylko chór, w którym każdy głos milknie w innej temperaturze. Dlatego oliwa nie ma punktu krzepnięcia. Ma zakres, szeroki, leniwy i w każdej butelce inny. Znasz to zresztą z miodu: rzepakowy krystalizuje w kilka tygodni, akacjowy potrafi stać płynny ponad rok, oba są prawdziwe i nikt rozsądny nie ocenia miodu po tym, czy stężał.

O tym, jak oliwa zachowa się w twojej lodówce, decydują trzy rzeczy i żadna z nich nie nazywa się „autentyczność". Pierwsza to odmiana. Jak tłumaczył jeden z kalifornijskich ekspertów, ilość oliwy, która tężeje w chłodzie, zależy od udziału nasyconych kwasów tłuszczowych, a ten zależy przede wszystkim od odmiany oliwek i w mniejszym stopniu od miejsca uprawy. Apulijska coratina i katalońska arbequina to dwie uczciwe oliwy i dwa różne zachowania na tej samej półce. Druga rzecz to zbiór: owoc zielony, zebrany w październiku, i owoc dojrzały, zebrany w grudniu, dają z tego samego drzewa oliwę o innych proporcjach kwasów. Trzecia to woski. Naturalna powłoka ze skórki oliwki częściowo przechodzi do oliwy i to ona tworzy w chłodzie białe kłaczki, które ludzie biorą za pieczęć prawdziwości. Tymczasem część producentów oliwę przed butelkowaniem filtruje, a niektórzy dodatkowo ją schładzają i odsączają to, co się wytrąci. Fachowo nazywa się to winteryzacją i jest procesem czysto fizycznym, bez grama chemii. Taka oliwa pozostaje znakomita, a w lodówce nawet nie drgnie.

Masz więc trzy prawdziwe oliwy i trzy różne wyniki. Oraz fałszerza, który zna te zależności lepiej niż ty. To jest w tej historii margines, ale ten margines odbiera ci ostatnie narzędzie, jakie miałeś w domu.

Skąd to jest, czyli od kogo

Zbierzmy rachunek. Pestycydów w twojej oliwie pilnuje co najmniej 51 próbek na cały kraj, przy czym wynik prawie dwukrotnie wyższy od limitu wciąż może zostać uznany za zgodny. Tego, czy oliwa jest oliwą, pilnuje jedna obowiązkowa kontrola na dwa miliony butelek. Łańcuch dostaw opiera się na dokumentach, których nikt po drodze nie jest w stanie zweryfikować własnymi siłami. Domowy test nie działa. A po drugiej stronie stoi ktoś, komu rachunek zgadza się bardzo dobrze: euro za litr na wjeździe, dziesięć na wyjeździe.

I teraz wróć do zdania z majowego raportu. Urząd, którego zadaniem jest mierzyć, zalecił coś, czego zmierzyć się nie da: żeby było wiadomo, skąd oliwa pochodzi. Przełóż to z urzędowego na ludzki. „Skąd to jest" znaczy w praktyce „od kogo to jest". Bo miejsce pochodzenia na etykiecie jest tyle warte, ile człowiek, który za nie ręczy.

To nie jest sentyment, tylko ostatnie ogniwo kontroli jakości i jedyne, którego nikt ci nie odbierze. Ktoś, kto zna gaj i odmianę. Kto poda datę zbioru i nazwę tłoczni. Kto pokaże analizę konkretnej partii, a nie folder reklamowy. I kto podpisuje butelkę własnym nazwiskiem, bo kiedy coś pójdzie nie tak, straci więcej niż ty. Przy każdym jedzeniu to ważne. Przy oliwie to wszystko.

Urzędy liczą próbki. Fałszerz liczy euro. Ty możesz liczyć tylko na człowieka.


Zakres ustaleń. Faktami są: treść rozporządzeń 2026/748, 2022/2105 i 178/2002, wytyczne SANTE/11312/2021, raport EFSA za 2024 rok, raport Komisji Europejskiej o podejrzeniach oszustw z kwietnia 2026 roku, komunikaty Europolu i Eurojustu oraz wyniki badania UC Davis Olive Center z 2013 roku. Raport kwietniowy dotyczy podejrzeń, a nie oszustw potwierdzonych. Ocena, że proporcje unijnej kontroli są odwrócone względem tego, co interesuje konsumenta, jest interpretacją autora.

Źródła

Przepisy i wytyczne

Raporty

Ściganie fałszerstw

Test lodówkowy

Mój newsletter

Nowe artykuły i pełne rozmowy prosto do Twojej skrzynki.

To, co warto wiedzieć, zanim stanie się oczywiste. Sprawdzone rozwiązania, produkty warte uwagi i mechanizmy, które zmieniają decyzje.