Model językowy potrafi wymyślić przepis — wskazuje Prof. Mariusz Miąsko. Ale nawet odnalezienie prawdziwego przepisu nie kończy problemu. Pozostaje ustalić, jak wyprowadzić z niego odpowiedź. I właśnie tutaj zachwyt nad technologią spotyka się z jakością prawa, które jej powierzamy.
Model językowy nie naprawi reguł za nas
Profesor mówi o LLM-ach, czyli dużych modelach językowych: „To nie jest narzędzie do uzyskiwania wyników deterministycznych, tylko przybliżonych”. Odróżnia wynik jednoznacznie wynikający z reguł od odpowiedzi opartej na prawdopodobieństwie. W dalszej części wywodu pokazuje dodatkową trudność: rozbieżności dotyczą nie tylko znaczenia przepisu, lecz także doboru zasad jego interpretacji i kolejności ich stosowania.
To różnica zasadnicza. Jeśli nie uzgodniono drogi od przepisu do rozstrzygnięcia, samo znalezienie tekstu ustawy nie dostarcza jeszcze tej drogi. Zlecenie zadania maszynie nie usuwa brakującego uzgodnienia. Można za to urządzić pokaz nowoczesności: odpowiedź pojawi się na ekranie, więc problem najwyraźniej został rozwiązany. Przynajmniej problem pustego ekranu.
Obywatel płaci za cudzą dowolność
W rozmowie przywołuję odmienne interpretacje tych samych przepisów i koszty, jakie ponosi przez nie użytkownik. Dokumentację trzeba przygotować, czas poświęcić, decyzję podjąć. Dla człowieka pytanie o znaczenie prawa nie jest ćwiczeniem językowym. Chce wiedzieć, co może zrobić, zanim wyda pieniądze. Odpowiedź przybliżona nie zamienia jego wydatku w wydatek przybliżony.
Na poziomie systemu pojawia się inna stawka. Jeżeli ocenimy technologię wyłącznie po tym, czy dostarcza odpowiedzi, możemy pozostawić nietknięte zasady, które produkują rozbieżne rozstrzygnięcia. Zamiast poprawić sposób tworzenia i stosowania prawa, dołożymy kolejną warstwę jego objaśniania. Obowiązek odnalezienia się w tym wszystkim nadal spadnie na obywatela. Tyle że dostanie nowocześniejszy sposób zadawania pytań.
Rozstrzygnięcie powinno dać się odtworzyć
Dlatego standardem powinna być możliwość prześledzenia drogi od obowiązującego przepisu do wyniku: jakie reguły zastosowano, w jakiej kolejności i dlaczego prowadzą do tej odpowiedzi. Taki standard dotyczy również człowieka. Sam podpis prawnika nie wyjaśnia rozumowania, podobnie jak sprawnie wygenerowany tekst nie dowodzi jego poprawności.
Prof. Mariusz Miąsko wiąże ten kierunek z inżynierią prawa. Docenia pomoc modeli językowych w dostępie do przepisów, lecz wymaga kontroli prawdziwości informacji. To pozostawia technologii konkretne zadanie, a twórcom i interpretatorom prawa nie pozwala zniknąć za jej obietnicami.
Prawo wymagające posłuszeństwa powinno umieć uzasadnić swoje żądania. Zakup komputera nie zwalnia go z tego obowiązku.