Prof. Bożena Muszyńska, po niemal czterdziestu latach badań nad grzybami, mówi o wykształceniu nawyku ich jedzenia. Wymienia je obok warzyw i owoców, a za jeden ze sposobów sięgania po nie podaje zmielone grzyby w proszku. W tej skromnej propozycji mieści się poważne pytanie: czy umiemy dać wartościowemu produktowi zwyczajne miejsce w życiu?
Zachwyt nie układa jadłospisu
W naszej rozmowie pada określenie „superżywność”. Łatwo uczynić z niego finał opowieści: produkt dostał wysoką ocenę, odbiorca poznał jego rangę, sprawa wyjaśniona. Tymczasem pozostaje najbardziej praktyczna część. Kiedy po niego sięgnąć? Do czego użyć? Jak przygotować? Nazwa kategorii nie odpowiada na te pytania.
Na tym polega pułapka wyjątkowości: im mocniej podkreślamy niezwykłość produktu, tym łatwiej przeoczyć potrzebę objaśnienia jego zwykłego zastosowania. Pani Profesor robi krok w przeciwną stronę. Od właściwości przechodzi do nawyku, od ogólnej kategorii — do konkretnej postaci jedzenia.
Dla konsumenta stawką jest możliwość wykorzystania wiedzy bez urządzania własnego życia od nowa. Jeśli grzyby mają wejść do codziennego jadłospisu, potrzebują miejsca w posiłkach, które człowiek potrafi i chce przygotowywać. Przykład proszku jest pod tym względem bardziej użyteczny niż następny zachwyt. Pozwala zacząć myśleć o zastosowaniu.
Czytelnik nie musi zostać specjalistą
Profesor wyjaśnia też, dlaczego postanowiła zebrać wiedzę w książce. Wyniki badań są rozproszone, a język publikacji naukowych wymaga przygotowania. „Każda, każda dziedzina ma swój język, ma swoją specyfikę” — mówi. Sama przyznaje, że lektura prac spoza jej dziedziny bywa dla niej trudna.
To ważne przyznanie granic specjalizacji. Skoro naukowiec potrzebuje objaśnienia poza własnym obszarem, trudno oczekiwać, że kupujący sam przełoży wszystkie fachowe informacje na obiad. Wiedza o jedzeniu powinna zmniejszać ten wysiłek. Jej jakość poznaje się również po tym, czy człowiek umie z niej skorzystać bez opanowania całego słownika dyscypliny.
Po stronie producenta, handlu i popularyzatora pozostaje zatem konkretna praca: połączyć informację o produkcie z jego użyciem. W mojej ocenie opis, który wymienia zalety, lecz pozostawia kupującego z podstawowymi pytaniami, jest niedokończony. Konsument musi wtedy sam wykonać pracę, którą objaśniający produkt mógł wykonać raz i udostępnić wielu osobom.
Codzienność jest sprawdzianem obietnicy
Standard powinien obejmować trzy rzeczy: nazwany produkt, zrozumiałe uzasadnienie jego wartości i sposób użycia odpowiedni do konkretnego gatunku. W rozmowie Pani Profesor rozdziela przecież kategorię żywności od jej przygotowania i zaznacza, że większość grzybów przetwarzamy. Skrót „nieprzetworzone” nie zastępuje wiedzy kuchennej.
Wartościowy produkt zasługuje na coś więcej niż wyjątkowy przymiotnik. Zasługuje na miejsce w zwykłym obiedzie.