Prof. Mariusz Miąsko proponuje zestawienie posłów i senatorów bez partyjnego przyporządkowania, ocenianych według głosowań dotyczących interesu gospodarczego Polski. Rozliczanie polityków ma w tej propozycji zaczynać się od nazwisk. „To są tylko imiona i nazwiska” — mówi w naszej rozmowie. Ten prosty zabieg uderza w wygodę zbiorowej odpowiedzialności, za którą można schować własną decyzję.
Rozliczanie polityków wymaga przywrócenia autorstwa
„Sejm uchwalił” opisuje wynik działania instytucji, ale nie wystarcza do oceny jej poszczególnych członków. Kiedy poprzestajemy na takim skrócie, różnica między poparciem a sprzeciwem znika w zbiorowym podmiocie. Obywatel pozostaje z ogólnym żalem do polityków, a konkretny polityk może w tym samym czasie występować jako obrońca jego interesów.
Taki sposób opowiadania o prawie chroni przed niewygodnym zestawieniem: publiczna deklaracja obok oddanego głosu. Dopóki te dwie rzeczy krążą osobno, można oceniać polityka za to, co mówi o problemie, nie wracając do tego, jaki miał udział w jego powstaniu. Imienny bilans utrudnia tę ucieczkę. Odpowiedź wymaga odniesienia się do decyzji, zamiast kolejnego występu przeciw przeciwnikom.
Obywatel ponosi konkretny koszt
Dla człowieka przepis oznacza obowiązek, wydatek albo ograniczenie wyboru. W szerszej rozmowie profesor wskazuje właśnie na koszty regulacji i ingerowanie w sposób współpracy przedsiębiorców z pracownikami. Kto musi zmienić warunki swojej pracy, nie doświadcza abstrakcyjnej „aktywności ustawodawczej”. Musi poświęcić czas, dostosować plany i ponieść konsekwencje. Ma powód, by wiedzieć, kto poparł rozwiązanie, które mu je narzuca.
Na poziomie gospodarki stawką jest jakość kolejnych decyzji. Jeżeli poparcie dla regulacji nie wraca do oceny jej autorów, słabnie nacisk na sprawdzenie skutków. Łatwiej wykazywać się liczbą uchwalonych rozwiązań niż wyjaśniać, co rzeczywiście poprawiły. Wtedy samo wytwarzanie prawa zaczyna służyć jako dowód pracy, choć przedsiębiorstwa muszą dopiero sprawdzić jego jakość własnym kosztem.
Nazwisko musi prowadzić do decyzji
Rozliczanie polityka polega na powiązaniu jego głosu z konkretnym rozwiązaniem i uzasadnioną oceną skutków. Partyjna etykieta nie powinna ani obciążać go za cudze decyzje, ani zwalniać z odpowiedzialności za własne. Ten sam standard musi obejmować reprezentanta, którego popieramy, i jego przeciwnika.
W propozycji profesora punkty ujemne mają dotyczyć głosowań sprzecznych z interesem gospodarczym Polski. Przyjmuję tu zasadę: każdej ocenie powinno towarzyszyć wskazanie decyzji, kryterium i argumentu. Dzięki temu obywatel może sprawdzić rozumowanie, zamiast wybierać między zaufaniem partii a zaufaniem autorowi zestawienia. Władza podlega kontroli dopiero wtedy, gdy jej działania da się odtworzyć i zakwestionować rzeczowo.
Koszt decyzji nie znika w tłumie. Nazwisko człowieka, który ją poparł, też nie powinno.