Prof. Mariusz Miąsko mówi w mojej rozmowie o setkach telefonów od przedsiębiorców i budowaniu rządu przedsiębiorców w ramach stowarzyszenia My Przedsiębiorcy. Obrona przed państwem staje się pracą, którą trzeba dopisać do prowadzenia firmy. Sam fakt, że ludzie chcą się organizować, cieszy. Powód, dla którego uznają to za konieczne, jest oskarżeniem pod adresem instytucji mających im służyć.
Obrona przed państwem jako dodatkowy obowiązek
„Dlatego musimy się przeciwko bronić temu, przeciwko temu, temu miażdżeniu przez system” — mówi profesor. Wskazuje narzucanie formy zatrudnienia i pyta decydentów o praktyczne doświadczenie. Następnie opowiada o organizowaniu przedsiębiorców. To przejście od sprzeciwu do działania pokazuje koszt, którego nie widać w samym sporze o umowę.
Nazywam go kosztem obrony. Żeby zachować możliwość działania, człowiek musi poświęcić część czasu na przeciwstawianie się decyzjom instytucji. Płaci więc dwa razy: utrzymuje aparat publiczny i własnym wysiłkiem próbuje ograniczyć szkody, które przypisuje jego działaniu. Do obowiązków wobec klientów, pracowników i rodziny dochodzi kolejny — pilnowanie, żeby ktoś nie urządził mu życia bez zrozumienia jego sytuacji.
Firma potrzebuje pracy, system pochłania uwagę
Dla pojedynczego człowieka stawką jest czas. Telefon, spotkanie i przygotowanie stanowiska zajmują godziny, których nie można drugi raz przeznaczyć na firmę albo bliskich. Nawet skuteczny sprzeciw nie zwraca tego wysiłku. Obroniona możliwość działania nie jest jeszcze nowym zamówieniem ani wypłatą dla pracownika.
W skali gospodarki problem polega na kierunku wykorzystania kompetencji. W dalszej części rozmowy profesor opisuje zespoły prawników, przedsiębiorców i naukowców przygotowujące propozycje zmian. To wartościowa zdolność do wspólnej pracy. Zarazem trudno przeoczyć paradoks: ludzie muszą dodatkowo organizować wiedzę, której uwzględnianie powinno należeć do zwykłych obowiązków stanowiących prawo.
Państwo nie powinno wymagać stałej samoobrony
Za standard dobrej administracji uznaję włączanie doświadczenia zainteresowanych ludzi przed podjęciem decyzji. Ich czas i zdolność do prowadzenia spraw są wartością, którą instytucje mają chronić. Liczba spotkań konsultacyjnych niczego tu nie rozstrzyga. Liczy się to, czy przedstawione argumenty mogą rzeczywiście zmienić projekt.
Sprawne państwo poznaję również po tym, ile życia pozostawia obywatelowi poza zasięgiem własnych procedur. Państwo wymagające nieustannej samoobrony wystawia rachunek za własną niesprawność.