Krzysztof Strobel — strona główna
Notki / Krzysztof Strobel
Człowiek w praktyce · Notka · Krzysztof Strobel

Surowsze mandaty dają autorom przepisów wygodne alibi - Prof. Mariusz Miąsko

Krzysztof Strobel3 października 2026

„A obecne prawo w ogóle nie jest kontekstowe” — mówi prof. Mariusz Miąsko. W rozmowie o mandatach wskazuje na sytuacje drogowe, których nie sposób wszystkich przewidzieć. Z tej uwagi wynika niewygodne pytanie o surowsze mandaty: dlaczego ocenę jakości przepisów tak łatwo zastępujemy żądaniem, żeby mocniej karać za ich naruszenie?

Surowsze mandaty jako odpowiedź na wszystko

Jeżeli po wprowadzeniu przepisu problem nadal istnieje, do sprawdzenia pozostaje kilka rzeczy. Czy reguła jest zrozumiała? Czy odpowiada rzeczywistym warunkom? Czy człowiek ma możliwość się do niej zastosować? Dopiero wśród tych pytań mieści się ocena sankcji.

Żądanie wyższej kary pozwala pominąć całą tę pracę. Gotowa odpowiedź brzmi: przepis jest dobry, tylko ludzie niedostatecznie się go boją. Ciężar wyjaśnienia porażki spada wtedy wyłącznie na obywatela. Konstrukcja rozwiązania zostaje poza oceną.

Tak wygląda wygodne alibi prawodawcy. Wystarczy podnieść kwotę, żeby ponownie wystąpić w roli kogoś, kto stanowczo reaguje. Im głośniej sami domagamy się takiej reakcji, tym mniej powodów dajemy autorom przepisów, by sprawdzili własną pracę.

Co znika z oceny wykroczenia

Profesor przywołuje w rozmowie przykład zatrzymania na torach tramwajowych, gdy jadący przed nami samochód nagle ulega awarii. W jego argumentacji kluczowe jest to, czego kierowca mógł się spodziewać i na co miał wpływ. Sam opis miejsca zatrzymania nie wyjaśnia jeszcze przebiegu zdarzenia.

Pominięcie tej różnicy przerzuca na człowieka koszt sytuacji, nad którą nie panował. Obywatel zostaje rozliczony z rezultatu, a instytucja może ominąć trudniejsze ustalenie: czy miał realną możliwość zachować się inaczej. W takim modelu łatwiej obsłużyć naruszenie niż zrozumieć jego przyczynę.

Społeczna zgoda na ten skrót ma znaczenie. Kiedy uznajemy każde wyjaśnienie za wykręt, sami pomagamy usuwać okoliczności z oceny. Aparat ucisku otrzymuje wtedy coś więcej niż posłuszeństwo: obywateli gotowych bronić jego uproszczeń.

Państwo też powinno być rozliczane

Przyzwyczajenie do zakazów i nakazów może wytworzyć osobliwą nierównowagę. Od człowieka oczekujemy bezbłędnego działania w zmiennych warunkach. Autorowi przepisu pozwalamy odpowiadać na niedoskonałość własnego rozwiązania następnym zaostrzeniem. Jedna strona płaci za błąd, druga ogłasza kolejną reformę.

Rzetelna ocena prawa wymaga powrotu do celu: jaki problem miał rozwiązać przepis i po czym poznamy, że to robi? Powinna obejmować również koszt dla obywatela, możliwość wykonania obowiązku oraz sytuacje, w których sankcja trafia w człowieka pozbawionego wyboru. To standard odpowiedzialności za stanowienie prawa.

Gdy dyskusja kończy się na wysokości mandatu, autor przepisu znika z pola widzenia. Sami pomagamy budować porządek, w którym obywatel ma odpowiadać za każdy błąd, a system za własne błędy może wystawić mu kolejny rachunek.

Mój newsletter

Nowe artykuły i pełne rozmowy prosto do Twojej skrzynki.

To, co warto wiedzieć, zanim stanie się oczywiste. Sprawdzone rozwiązania, produkty warte uwagi i mechanizmy, które zmieniają decyzje.