„Ludzie drodzy kochani, tworzycie więzienie przez prawo, przez regulacje” — mówi prof. Mariusz Miąsko. W tej diagnozie wolność traci się także za zgodą obywateli. Każda kolejna kara może liczyć na poparcie tych, którzy wyobrażają sobie wyłącznie winnego zasługującego na surowszą nauczkę.
Wolność znika po jednym uzasadnionym ograniczeniu
Profesor pokazuje granicę marzenia o całkowitym bezpieczeństwie: prędkość na drogach można sprowadzić do zera, a człowiek i tak może złamać nogę przy wysiadaniu z samochodu. Usunięcie wszelkiego ryzyka jest celem, którego nie sposób osiągnąć. Przyjęty jako uzasadnienie regulacji pozwala jednak bez końca domagać się następnych.
Tak powstaje mechanizm, który sam dostarcza sobie powodów do istnienia. Skoro po zaostrzeniu prawa nadal zdarzają się nieszczęścia, można uznać, że ograniczenia były za słabe. Sam kierunek pozostaje poza oceną. Rozliczana jest wyłącznie dawka.
Dla człowieka oznacza to coraz mniej przestrzeni na własny osąd. Profesor nazywa drakońskie mandaty łupieniem ludzi i temperowaniem całych populacji, „żeby się nie wychylali”. W jego ujęciu kara uczy czegoś więcej niż zachowania na drodze: własna decyzja staje się źródłem obawy również w innych obszarach życia.
Surowość zwalnia z wymyślania lepszych rozwiązań
W dalszej części rozmowy profesor proponuje zmianę sposobu myślenia o sankcjach. Skoro kierowca przyspiesza, bo się spieszy, rozważa przymusowy postój zamiast kary finansowej. Strata czasu miałaby skłaniać do wcześniejszego wyjazdu. To propozycja profesora, której sednem jest powiązanie konsekwencji z przyczyną zachowania.
Ta różnica obnaża wygodę prostego podnoszenia kar. Dopisanie wyższej kwoty pozwala ogłosić stanowczość bez przebudowy rozwiązania. Projektowanie prawa wymaga natomiast rozpoznania motywu, przewidzenia skutków i uwzględnienia sytuacji, w których znajdzie się człowiek. Surowość daje łatwiejszy komunikat niż taka praca.
Koszt dla państwa zaczyna się wtedy, gdy ten komunikat zastępuje ocenę skuteczności. System doskonali nakładanie sankcji, a coraz mniej uwagi poświęca temu, czy wybrany sposób rzeczywiście rozwiązuje problem. W opisywanym przez profesora modelu obywatel ponosi finansowy ciężar tej wygody, a instytucje mogą odpowiedzieć na kolejną porażkę następnym zaostrzeniem.
Ograniczenie musi mieć miarę
Dobre prawo powinno mieć jasno nazwany cel, uwzględniać kontekst działania i podlegać ocenie po skutkach. Każde ograniczenie wymaga uzasadnienia, dlaczego właśnie ten ciężar nałożony na obywatela jest potrzebny. W takim standardzie wysokość kary nie zastępuje dowodu skuteczności, a wolność pozostaje wartością, którą prawodawca musi brać pod uwagę.
Władza zawsze może podnieść karę. O jej kompetencji świadczy dopiero to, czy potrafi rozwiązać problem bez nieustannego zwiększania ceny, którą płaci obywatel.