Krzysztof Strobel — strona główna
Notki / Krzysztof Strobel
Człowiek w praktyce · Notka · Krzysztof Strobel

Nadmiar przepisów. Państwo dopisuje, obywatel odpowiada - Prof. Mariusz Miąsko

Krzysztof Strobel30 września 2026

„Nie będę tego czytał. Mam to w nosie. Mam tego po dziurki w nosie”. Prof. Mariusz Miąsko mówi tak o kolejnych zmianach w prawie drogowym. Nadmiar przepisów doprowadza prawnika do otwartej odmowy ich dalszego przyswajania. Od obywatela nadal oczekuje się, że nadąży.

Nadmiar przepisów ma adresata

Nowy obowiązek nie kończy się na ogłoszeniu. Ktoś musi zauważyć zmianę, zrozumieć ją, sprawdzić, czy go dotyczy, a potem dostosować swoje działanie. To koszt wykonania prawa, przerzucony na człowieka, który ma również pracę, rodzinę i ograniczoną liczbę godzin.

Każdą regulację można uzasadniać osobno. Obywatel musi poradzić sobie z ich sumą. Właśnie dlatego ocenianie pojedynczego przepisu bez uwzględnienia reszty daje wygodny, lecz fałszywy obraz obciążenia: jeszcze jeden obowiązek zawsze wydaje się niewielki. Dopiero u adresata spotykają się wszystkie.

Profesor nazywa to szaleństwem przeregulowania. Jego odpowiedź na komunikat o kolejnych zmianach i grożącej karze brzmi: „Jak mnie zatrzymają, będę się zastanawiał”. Tak wygląda granica, za którą człowiek przestaje przygotowywać się do przestrzegania reguł. Zaczyna przygotowywać się do obrony.

Kto płaci za tę produkcję

Kierowca płaci uwagą, którą musi dzielić między drogę a śledzenie zmian. Przedsiębiorca oddaje czas potrzebny na prowadzenie firmy. Zanim pojawi się mandat czy inna sankcja, koszt już został poniesiony. Nawet człowiek, który ostatecznie zrobi wszystko prawidłowo, nie odzyska godzin przeznaczonych na ustalenie, co właściwie powinien zrobić.

Dla systemu stawka jest inna: traci zdolność kierowania zachowaniem ludzi, zanim dojdzie do naruszenia. Przepis formalnie obowiązuje, ale jego adresat poznaje go dopiero przy interwencji. Kolejna kara nie usuwa przyczyny tej sytuacji. Obciąża człowieka za skutek, pozostawiając tempo produkcji przepisów poza pytaniem o odpowiedzialność.

To wygodny układ dla twórców regulacji. Łatwo wskazać obywatelowi obowiązek, którego nie dopełnił. Trudniej rozliczyć autorów prawa z tego, czy całość da się jeszcze poznać i zastosować. Odpowiedzialność za działanie systemu zostaje w ten sposób sprowadzona do posłuszeństwa jego użytkownika.

Prawo trzeba umieć zastosować

Miąsko mówi w rozmowie o inżynierii prawa: budowaniu reguł tak, by prowadziły do jednoznacznego wyniku. Opisuje też sprzeczności, które dostrzegał, przekładając przepisy na kod. Samo istnienie zapisu nie dowodzi, że po połączeniu z pozostałymi powstanie działająca całość.

Standard powinien być prosty: odpowiedzialność prawodawcy obejmuje możliwość wykonania obowiązku. Przed dołożeniem następnego trzeba ocenić, ile czasu wymaga, z czym się łączy i czy nie przeczy temu, co już obowiązuje. Ciężar uzasadnienia kolejnej regulacji powinien spoczywać na jej autorze.

Państwo, które wymaga od obywatela znajomości prawa, samo powinno umieć wykazać, że da się za tym prawem nadążyć.

Mój newsletter

Nowe artykuły i pełne rozmowy prosto do Twojej skrzynki.

To, co warto wiedzieć, zanim stanie się oczywiste. Sprawdzone rozwiązania, produkty warte uwagi i mechanizmy, które zmieniają decyzje.