Krzysztof Strobel — strona główna
Notki / Krzysztof Strobel
Rynek w praktyce · Notka · Krzysztof Strobel

Sad został w 2000 roku. Wszystko inne zdrożało dziesięć razy – Kamil Andrzejczyk

Krzysztof Strobel27 września 2026

Od 20 do 60 groszy za kilogram jabłek. Tyle, jak mówi Kamil Andrzejczyk, płaci dziś skup. Tyle samo płacił dwadzieścia lat temu. „26 lat temu były praktycznie te same ceny co teraz” — mówi sadownik z pięciu hektarów, który zanim wszedł do sadu, był magistrem ekonomii i informatykiem.

Kamil nie narzeka. Liczy. W 2000 roku fryzjer brał 10 zł, dziś bierze 100. Elektryk brał 25 zł od punktu, dziś 250–300 zł. Dniówka pomocnika w sadzie kosztowała około 30 zł, dziś 300–400 zł, i nawet za 300 nikt nie chce przyjść. Dopisuję jedną liczbę urzędową: najniższa krajowa wynosiła w 2000 roku 700 zł, od stycznia 2026 roku 4806 zł.

Wszystko wokół sadu urosło kilka albo kilkanaście razy. „A produkty rolnicze stoją”.

Wyobraź sobie, że dostajesz dziś pensję z 2000 roku, a rachunki płacisz według cennika z 2026. Tak wygląda miesiąc sadownika.

Kto zjada różnicę

Każdy, kto kupuje jabłka w sklepie, wie, że na półce nie kosztują 20 groszy. Między skupem a kasą stoi cały łańcuch: pośrednicy, magazyny, transport, sieci. Znam ten łańcuch z własnej pracy w handlu. Każde ogniwo ma swoje koszty i swoją marżę. Tylko pierwsze ogniwo, sadownik, od ćwierć wieku dostaje tę samą stawkę.

To nie jest spisek. To jest arytmetyka siły. Kto sprzedaje tonami i nie ma chłodni ani przechowalni, ten bierze cenę, którą mu dadzą. Kamil nie ma ani chłodni, ani przechowalni. Na pomoc w ich zakupie jest za mały.

Rachunek, który trafia na talerz

Co robi człowiek, któremu koszty rosną dziesięć razy, a przychód stoi? Albo zamyka gospodarstwo, albo szuka oszczędności. W sadzie najtańsza oszczędność ma postać opryskiwacza. Oprysk zamiast rąk, których nie ma. Nawóz zamiast czasu. Wydajność zamiast smaku. Kamil broni sąsiadów, choć sam idzie inną drogą: „To nie jest wina sadowników, że tak robią. Jeżeli by tego nie robili to wszyscy by zbankrutowali”.

Rachunek dla człowieka jest więc prosty: tanie jabłko w skupie wraca do kupującego jako jabłko z sadu, w którym chemia zastąpiła ręce. Rachunek dla rynku jest dłuższy. Rekordziści zbierają dziś, jak mówi Kamil, nawet 120 ton z hektara i często nie mają z czego spłacać kredytów. Małe sady znikają albo przechodzą na chemię. Zostają ci, którzy wyciskają z hektara najwięcej.

Cena u producenta to też wskaźnik jakości

Standard da się nazwać wprost. Rozmowa o jakości żywności, która pomija cenę płaconą producentowi, to rozmowa o skutkach bez przyczyny. Kupujący ma prawo wiedzieć, ile z ceny jabłka trafia do tego, kto je wyhodował. A cena skupu, która od ćwierć wieku nie pokrywa kosztu pracy, powinna być sygnałem alarmowym dla każdego, kto mówi o zdrowej żywności.

Sad został w 2000 roku. Rachunek przyszedł w 2026. I płacimy go wszyscy, tylko nie w złotówkach.

Mój newsletter

Nowe artykuły i pełne rozmowy prosto do Twojej skrzynki.

To, co warto wiedzieć, zanim stanie się oczywiste. Sprawdzone rozwiązania, produkty warte uwagi i mechanizmy, które zmieniają decyzje.