Krzysztof Strobel — strona główna
Pełna rozmowa · 43 min · 20 września 2026

Mniej oprysków, więcej harówki. Kamil Andrzejczyk o cenie prawdziwego smaku owoców

Odcinek solo.

Okładka odcinka
Oglądaj tutaj, na stronieOtwórz w YouTube

O odcinku

74 opryski w jednym sezonie — taki przypadek ze swojego sąsiedztwa przywołuje Kamil Andrzejczyk, sadownik z Dziadkowego Sadu Tradycji Smak. W pierwszej części naszej rozmowy opowiada, ile pracy, strat i wyrzeczeń kosztuje go ograniczanie oprysków w uprawie owoców.

ZOSTAŃMY W KONTAKCIE

Krzysztof Strobel

🌐 Strona i artykuły

https://strobel.pl

📘 Facebook

https://www.facebook.com/profile.php?id=100078521840488

💼 LinkedIn

https://www.linkedin.com/in/krzysztofstrobel

🎬 TikTok

https://www.tiktok.com/@krzysztof.strobel

☕ Wirtualna Kawa:

Jeśli cenisz te rozmowy, możesz wesprzeć powstawanie kolejnych, stawiając wirtualną kawę.

https://buycoffee.to/strobel

Dziękuję za wsparcie!

Kupując jabłka, w kilka sekund oceniamy kolor, wielkość i skórkę. Na tej podstawie wybieramy owoc, który zabierzemy do domu. Tyle że wygląd nie opowie nam, co działo się w sadzie przez cały rok. Kamil odsłania tę część historii: koszenie trawy pod drzewami, ręczne przebieranie zbiorów, pilnowanie pogody i decyzje, których skutki zostają z sadownikiem na cały sezon.

Nasze spotkanie zaczęło się od komentarza pod moją rozmową z Beatą Pawlikowską. Kamil napisał o sadzie po dziadku i o tym, że porzucił informatykę i ekonomię, żeby pokazać ludziom smak prawdziwych owoców. Zadzwoniłem. Od słowa do słowa doszliśmy do studia, gdzie za opowieścią o jabłkach pojawił się człowiek, jego rodzina i rachunek za wybraną drogę.

Kamil mówi wprost, że nie stosuje glifosatu. Trawa pod drzewami oznacza więc kolejne godziny koszenia. Przy zbiorach pomaga mu mama, bo owoce trzeba starannie przebierać, a chętnych do takiej pracy brakuje. Opowiada o jedenastu miesiącach intensywnej pracy i dniach, kiedy wychodzi o dziewiątej rano, a wraca o dziesiątej czy jedenastej wieczorem. Sad po dziadku ma w tej historii także bardzo współczesną cenę: zmęczenie, koszty i czas, którego brakuje najbliższym.

Rozmawiamy konkretnie o ochronie roślin. Kamil wyjaśnia, jak wykorzystuje miedź i siarkę, dlaczego pilnuje komunikatów sadowniczych oraz co się dzieje, gdy nie zdąży zabezpieczyć owoców przed chorobą. Opisuje też swoje badania na pozostałości pestycydów. Jego wybór oznacza rezygnację z ostrych oprysków interwencyjnych, a gdy choroba już zaatakuje, musi liczyć się ze stratą plonu.

Jednocześnie broni sadowników prowadzących intensywną produkcję. Przywołuje historię transportu jabłek, który odbiorca odrzucił z powodu kilku owoców z parchem. Mówi o rosnących kosztach pracy i cenach skupu, które w jego ocenie nie nadążają za wydatkami. Tak pokazuje presję: owoc ma być równy, wydajność wysoka, a rachunki trzeba zapłacić bez względu na pogodę.

Wracamy również do smaku. Dlaczego Kamil na pierwsze jabłka Ligola czekał osiem lat? Co zmienia stara podkładka, czyli część drzewa, na której szczepi się wybraną odmianę? Jak, według niego, na smak wpływają wydajność, nawożenie, zrywanie niedojrzałych owoców i przygotowywanie ich do długiego przechowywania? To opowieść o wyborach, których nie widać na sklepowej etykiecie.

Na końcu poznajemy drogę owoców z jego sadu do klientów. Kamil mówi o około 1800 osobach, którym dostarcza owoce osobiście, czasem późno w nocy. Wspomina klientkę, której smak i zapach jabłek przypomniały dzieciństwo. Przy takim telefonie łatwiej zrozumieć, dlaczego mimo strat i namawiania do powrotu do innego zawodu wciąż chce tę pracę wykonywać.

Co najbardziej zaskoczyło Cię w opowieści Kamila o pracy, która stoi za zwykłym jabłkiem?

Krzysztof Strobel — podcast. Nowe odcinki co tydzień.

Wybierz fragment