Prof. Mariusz Miąsko nazywa ludzi „tym złotem, tym diamentem, tym dobrem luksusowym, najwspanialszym państwa polskiego”. W moim podcaście wskazuje, że dopóki Polska nie sprzedaje surowców na opisywaną przez niego gigantyczną skalę, to my jesteśmy jej bogactwem. Z tej pochwały wynika wymaganie: państwo ma szanować ludzi, od których pracy zależy jego utrzymanie.
Dochód państwa zaczyna się od człowieka
W budżecie widać kwotę. Nie widać godzin, umiejętności i wysiłku, które pozwoliły ją wypracować. Ten skrót jest potrzebny do prowadzenia rachunków. Staje się niebezpieczny, kiedy zaczyna zastępować myślenie o obywatelu. Łatwo wtedy dostrzegać należność, a przeoczyć człowieka, od którego się jej wymaga.
Gość wychodzi od przedsiębiorców, lecz kończy słowami: „Notabene my ludzie, bo przecież jesteśmy wszyscy ludźmi”. W poprzedzającej wypowiedzi odrzuca podział na przedsiębiorców i pracowników. Szacunek wynikający z tej myśli obejmuje także człowieka na etacie. Nikt nie powinien potrzebować własnej firmy, żeby jego praca i czas miały znaczenie dla instytucji.
Urząd zamyka sprawę. Obywatel żyje z jej skutkami
Dla człowieka decyzja urzędowa może oznaczać możliwość podjęcia pracy, prowadzenia działalności albo wykonania kolejnego kroku w życiu. On nie odkłada jej skutków do segregatora. Musi według nich działać. Gdy nie potrafi przewidzieć zasad, trudniej mu podjąć zobowiązanie, za które później będzie odpowiadał.
W całej rozmowie Miąsko łączy ten problem z interpretacją prawa i odpowiedzialnością urzędników. Powstaje nierówność: instytucja rozstrzyga, a obywatel musi dostosować do rozstrzygnięcia własne plany. Jeżeli kosztem jego czasu nikt się nie interesuje, ciężar funkcjonowania systemu można przerzucać na niego bez zauważenia straty. Właśnie dlatego szacunek trzeba oceniać po skutkach działania urzędu.
Szacunek sprawdza się w warunkach pracy
W skali gospodarki lekceważenie ludzi uderza również w źródło utrzymania państwa. Czas poświęcony na walkę z nieprzewidywalnością nie służy pracy ani rozwijaniu umiejętności. W rozmowie profesor przedstawia przedsiębiorstwa jako podmioty sprowadzające pieniądze do Polski. Warunki ich działania dotyczą zarazem ludzi, których praca umożliwia te przychody.
Standard powinien być konkretny: zrozumiałe reguły, przewidywalne rozstrzygnięcia i odpowiedzialność za działanie wbrew prawu. Państwo, które wymaga od obywatela terminowości i rzetelności, powinno tak samo oceniać własne instytucje. Pochwała pracowitości nie zastąpi sprawy załatwionej z poszanowaniem człowieka.
Państwo potrafi upomnieć się o należny przelew. Niech z równą stanowczością pilnuje tego, co samo jest winne obywatelowi.