Osteoporoza zaczyna się około 30. roku życia – i to u każdego. Tak mówi prof. Bożena Muszyńska, która bada grzyby prawie 40 lat, licząc pracę magisterską. W tej samej rozmowie dodaje zdanie, które brzmi bardziej jak przepis niż wyrok: grzyby w diecie są dla tej choroby rozwiązaniem.
Osteoporoza trwa latami, zanim ktokolwiek ją zauważy
Mechanizm Pani Profesor opisuje bez medycznej mgły. Po trzydziestce zmienia się proporcja w kości: komórek kościotwórczych ubywa, a kościogubne wychodzą na prowadzenie i zaczynają niszczyć te pierwsze. To tak, jakby na jednej budowie pracowały dwie ekipy, budująca i rozbiórkowa, a rozbiórkowa co roku dostawała więcej ludzi. „To jest taka podstępna choroba" – mówi prof. Muszyńska.
Podstępna, bo cicha. Nic nie boli, nic nie ostrzega, a proces trwa latami. Dowiadujemy się o nim w najgorszej możliwej kolejności: najpierw coś się łamie, dopiero potem ktoś pierwszy raz mierzy nam gęstość kości. Diagnoza przychodzi po dekadach pracy ekipy rozbiórkowej, w chwili, gdy na profilaktykę jest najpóźniej. Koszt ponosi człowiek – nie w statystyce, tylko we własnym ciele.
Zupa z boczniaków przesuwa proporcję na korzyść kości
Odpowiedź, o której opowiada Pani Profesor, jest zaskakująco zwyczajna. W badaniach chorym pacjentom podawano odwar z boczniaków – grzyb razem z wodą, w której się gotował, czyli, jak sama mówi, taką zupkę. Dość szybko w surowicy krwi przybywało komórek kościotwórczych w stosunku do kościogubnych. Ekipa budująca odzyskiwała ludzi.
Do tego dochodzi skład. Grzyby mają dużo fosforu, witaminę D2, a wapń – jak mówi Pani Profesor – „potrafi być w fajnych zawartościach". Jej wniosek jest krótki: „No to cóż my więcej potrzebujemy profilaktyki".
Czy grzyby pomagają na osteoporozę? Według prof. Bożeny Muszyńskiej tak: odwar z boczniaków zwiększał w krwi chorych udział komórek kościotwórczych, a same grzyby dostarczają fosforu, witaminy D2 i wapnia. Profilaktyczna porcja to około 9–10 gramów świeżych grzybów dziennie, czyli 3–4 pieczarki, albo 1–2 gramy suszu dorzucone do posiłku.
Profilaktykę kości liczy się od trzydziestki, nie od złamania
Skoro proces rusza po trzydziestce, profilaktyka powinna ruszać razem z nim. Nie jako kuracja na miesiąc po złej wiadomości, tylko jako nawyk na dekady, wpisany w zwykły jadłospis: pieczarki w jajecznicy, boczniaki w zupie, łyżeczka suszu w sosie. To standard, który nie wymaga niczego poza koszykiem.
Zasugerowałem Pani Profesor, że po czterdziestce grzyby powinny być już obowiązkowe. Poprawiła mnie: „Od szóstego miesiąca".