Państwo nie potrafi nawet ustalić, ile takich norm tworzy system obowiązujący człowieka mieszkającego w Polsce.
W rozmowie pada możliwość istnienia dziesiątek milionów norm prawnych, a być może nawet około stu milionów. Nie jest to wynik zakończonego liczenia. Właśnie brak takiego wyniku odsłania sedno problemu: kilka przepisów może tworzyć jedną normę, normy pozostają ze sobą w kolejnych relacjach, a każda zmiana uruchamia następne zależności. Prawo rośnie nie tylko objętością. Rośnie liczbą możliwych znaczeń.
Prawo ogłoszone, lecz niepoznawalne
„Ja tego nie czytam, bo ja bym musiał cały dzień poświęcić tylko i wyłącznie na czytanie, co uległo zmianie w jakimś jednym obszarze” – mówi prof. Mariusz Miąsko. Jednym obszarze. Nie całym prawie podatkowym, administracyjnym, drogowym i unijnym naraz. Tylko jednym wycinku rzeczywistości, w którym człowiek próbuje działać zgodnie z regułami.
Ogłoszenie przepisu dowodzi, że dokument udostępniono. Nie dowodzi, że adresat może zrekonstruować wynikającą z niego normę, odnaleźć wszystkie powiązania i przewidzieć sposób jej zastosowania. Formalna jawność zaczyna wtedy pełnić funkcję alibi: system uznaje, że wykonał swój obowiązek, ponieważ opublikował tekst. Cały koszt jego zrozumienia przenosi na człowieka.
System produkuje chaos, obywatel dostaje rachunek
To jest przerzucenie odpowiedzialności poznawczej. Państwo może zwiększać liczbę przepisów, wyjątków, odesłań i zmian bez granicy wyznaczonej możliwościami ludzkiej percepcji. Obywatel ma ograniczony czas, lecz nieograniczoną odpowiedzialność za to, czego nie zdążył znaleźć. Niewiedza systemu o własnej skali pozostaje problemem teoretycznym. Niewiedza człowieka może stać się podstawą decyzji, sankcji albo wyroku.
Koszt dla obywatela nie polega na tym, że nie zna całego prawa. Nikt nie potrzebuje całego prawa do każdej decyzji. Potrzebuje jednak możliwości ustalenia wszystkich reguł dotyczących konkretnego działania, zanim je podejmie. Gdy nie może tego zrobić, traci nie tylko pewność. Traci zdolność świadomego wyboru.
Koszt dla państwa pojawia się chwilę później. Bez przewidywalnego prawa nie ma przewidywalnych decyzji gospodarczych. Przedsiębiorca zamiast rozwijać firmę finansuje kolejne interpretacje, zabezpieczenia i spory. Inwestor nie wycenia już przedsięwzięcia, lecz ryzyko tego, że znaczenie przepisu zostanie ustalone dopiero po jego decyzji. Porządek prawny miał stabilizować decyzje. Zaczyna je destabilizować.
rawo musi działać przed decyzją, nie po niej
Standard powinien być prosty: człowiek działający z należytą starannością musi móc przed podjęciem decyzji ustalić jej prawne konsekwencje. Podobny stan faktyczny powinien prowadzić do powtarzalnego rozstrzygnięcia, a wątpliwość nie może stawać się dodatkowym zakresem swobody dla silniejszej strony. Inaczej prawo nie ogranicza władzy interpretatora. Dostarcza mu jedynie większego wyboru uzasadnień.
Norma, którą można wskazać dopiero po działaniu człowieka, nie prowadzi go. Służy wyłącznie do osądzenia go po fakcie. To nie drogowskaz. To pułapka.