Krzysztof Strobel — strona główna
Notki / Krzysztof Strobel
Rynek w praktyce · Notka · Krzysztof Strobel

Ograniczenia prędkości i nieograniczona podejrzliwość

Krzysztof Strobel16 września 2026

110 kilometrów na godzinę, potem 90 przez półtora kilometra i ponownie 110. Taką zmianę ograniczeń prędkości na trasie Kraków–Warszawa opisuje Prof. Mariusz Miąsko. „Ja ewidentnie czuję, że jestem zwierzyną łowną” — mówi. W jego ocenie chodzi o „nałapanie” kierowców, a następnie przedstawienie tego jako troski o bezpieczeństwo. Podopieczny najwyraźniej inaczej zrozumiał intencje opiekuna.

Ograniczenia prędkości potrzebują sensu

Najważniejsze w tym przykładzie jest słowo „bezpieczeństwo”. Trudno się z nim spierać. Kto chciałby niebezpiecznej drogi? Ale zgoda na cel nie rozstrzyga, czy dobrze dobrano środek. Można chcieć bezpiecznie dojechać i jednocześnie pytać, jakie zagrożenie uzasadnia konkretną zmianę ograniczenia. Takie pytanie nie unieważnia troski o ludzi. Sprawdza jej treść.

W diagnozie mojego gościa deklarowany cel osłania praktykę łapania kierowców. To wygodna zamiana przedmiotu rozmowy: zamiast uzasadniać rozwiązanie, wystarczy powołać się na intencję. Kto pyta o zasadność znaku, musi wtedy najpierw wyjaśnić, że bezpieczeństwo też leży mu na sercu. Instytucja zyskuje gotową odpowiedź, zanim padnie niewygodne pytanie.

Dla kierowcy koszt zaczyna się jeszcze przed mandatem. Znika spokojne przekonanie, że reguły pomagają mu dotrzeć do celu. Pojawia się oczekiwanie zaskoczenia. Zwalnia, patrzy na znaki, wykonuje polecenia, lecz coraz mniej wierzy człowiekowi, który je wydaje. Formalnie wszystko może wyglądać poprawnie: ograniczenie stoi, obywatel się stosuje. W tej zgodności nie ma już zgody.

Firma też potrzebuje drogi, którą da się przewidzieć

W pełnej rozmowie Prof. Mariusz Miąsko pokazuje gospodarczy wymiar tego problemu. Opisuje czas, który przedsiębiorca musi wyjąć z prowadzenia działalności, żeby śledzić przyrastające regulacje. Zwraca też uwagę, że sama lektura nie daje pewności wyniku, jeśli urząd może odczytać przepis inaczej. To osobny koszt: pieniądze i praca zostają zaangażowane, zanim człowiek dowie się, na jakich zasadach zostanie rozliczony.

W takim układzie ostrożność staje się dodatkowym zajęciem przedsiębiorcy. Trzeba przewidywać ruch instytucji, zabezpieczać się przed odmienną interpretacją, odkładać decyzję do kolejnego wyjaśnienia. Z punktu widzenia gospodarki oznacza to pracę poświęconą obsłudze reguł zamiast wytwarzaniu rzeczy i usług. Wpływ z kary można policzyć. Znacznie trudniej policzyć to, czego człowiek nie zrobił, bo zajmował się unikaniem kolejnej.

Uzasadnienie powinno poprzedzać karę

Standard jest prosty: ograniczenie ma odpowiadać na konkretne zagrożenie, a instytucja powinna umieć wyjaśnić ten związek. Obywatel potrzebuje zasad zrozumiałych przed działaniem i stosowanych w sposób, który może przewidzieć. Odpowiedzialność za przestrzeganie reguł musi spotkać się z odpowiedzialnością za ich tworzenie. Wtedy można wymagać współpracy bez traktowania pytania jako przejawu złej woli.

Troska o bezpieczeństwo powinna być rozpoznawalna z drogi. Nie dopiero z uzasadnienia mandatu.

Mój newsletter

Nowe artykuły i pełne rozmowy prosto do Twojej skrzynki.

To, co warto wiedzieć, zanim stanie się oczywiste. Sprawdzone rozwiązania, produkty warte uwagi i mechanizmy, które zmieniają decyzje.