Krzysztof Strobel — strona główna
Notki / Krzysztof Strobel
Zdrowie w praktyce · Notka · Krzysztof Strobel

Grzyby z Chin: pochodzenie to za mało. Prof. Bożena Muszyńska o jakości surowca

Krzysztof Strobel28 września 2026

W partiach grzybów sprowadzanych z Chin zdarzają się WWA — mówi prof. Bożena Muszyńska. To grupa związków, wśród których są substancje uszkadzające DNA i rakotwórcze. Jeśli kupujesz grzyby z myślą o zdrowiu, pytanie o te zanieczyszczenia dotyczy dokładnie tego, za co płacisz: jakości produktu, który zamierzasz jeść.

WWA: co oznacza ten skrót w żywności?

WWA to wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne. Powstają między innymi podczas niepełnego spalania materii organicznej. Żywność może zostać nimi zanieczyszczona ze środowiska lub podczas przetwarzania, w tym suszenia i wędzenia. Część tych związków może uszkadzać materiał genetyczny i powodować nowotwory — dlatego w ocenie produktu znaczenie mają zarówno ich obecność, jak i ilość.

To wyjaśnienie pojęcia na podstawie materiału Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności. W rozmowie prof. Bożena Muszyńska wskazuje na występowanie węglowodorów aromatycznych w partiach grzybów z Chin, różnice między regionami i normami. Nie podaje wyników liczbowych tych zanieczyszczeń w konkretnym produkcie.

Grzyby z Chin wymagają oceny konkretnej partii

Na pytanie, czy chińskie pochodzenie oznacza od razu zanieczyszczenie, Pani Profesor odpowiada: „Zależy z jakiego regionu”. Mówi też o europejskich certyfikatach oraz o producentach przynoszących jej partie do analizy. Wyniki ocenia słowami: „to naprawdę wychodzi nieźle”.

Dla kupującego wynika z tego konkret: sama nazwa kraju nie wystarczy do wyboru produktu. Potrzebna jest informacja o badaniach tego, co rzeczywiście trafia do sprzedaży. Jakich zanieczyszczeń szukano? Ile ich wykryto? Jakiej partii dotyczą wyniki? Te pytania pozwalają przejść od ogólnego zapewnienia o jakości do informacji, którą można ocenić.

Obietnica zdrowia zobowiązuje sprzedawcę do konkretów

„Produkt naturalny” opisuje pochodzenie. Nie jest wynikiem badania na obecność WWA. Podobnie wiadomość o certyfikacie wymaga dopowiedzenia: co obejmuje dokument i do jakiego surowca się odnosi? Jeśli klient wybiera grzyby ze względu na obiecywane korzyści zdrowotne, powinien mieć równie łatwy dostęp do informacji o kontroli ich jakości.

Mój standard dla handlu jest prosty: sprzedawca zna pochodzenie oferowanego surowca i potrafi przedstawić podstawę swoich zapewnień. Wyjaśnia zakres badań, ich wyniki oraz powiązanie z produktem. Gdy tych informacji nie ma, koszt sprawdzania przerzuca na klienta. Ten musi sam dociekać, czy za atrakcyjnym opisem stoi coś więcej niż sprawność autora opisu.

Klient płaci za produkt, który ma służyć zdrowiu. Nie powinien dopłacać własnym czasem za ustalenie, czy sprzedawca sprawdził jego jakość.

Mój newsletter

Nowe artykuły i pełne rozmowy prosto do Twojej skrzynki.

To, co warto wiedzieć, zanim stanie się oczywiste. Sprawdzone rozwiązania, produkty warte uwagi i mechanizmy, które zmieniają decyzje.