Krzysztof Strobel — strona główna
Notki / Krzysztof Strobel
Człowiek w praktyce · Notka · Krzysztof Strobel

Państwo głodzi żywicieli. Kamil Andrzejczyk o cenie przetrwania

Krzysztof Strobel27 września 2026

400 godzin pracy w miesiącu podczas sezonu truskawkowego, około 6 tysięcy złotych zarobku i jedna naprawa samochodu, po której brakuje na życie. Tak swoją sytuację opisuje sadownik Kamil Andrzejczyk. „Państwo głodzi żywicieli” — hasło naszej rozmowy wyrasta z tego rachunku. Człowiek produkuje jedzenie, ma klientów, pracuje ponad siły, a mimo to musi pożyczać na utrzymanie gospodarstwa.

Żywiciel potrzebuje wsparcia tych, których żywi

Kamil mówi o około 20 tysiącach złotych pożyczanych od klientów rocznie. Ta pomoc pozwala mu zostać na rynku. Jest dowodem zaufania do człowieka i jego owoców, ale odsłania też słabość całego przedsięwzięcia: zapłata za dostarczony produkt nie zapewnia środków na dalszą pracę. Klienci stają się dodatkowo jego wierzycielami.

Koszt ponosi rodzina. W rozmowie Kamil opisuje zmęczenie, nocne przejazdy i napięcie w domu. Kiedy każda awaria może zabrać pieniądze na utrzymanie, nie da się oddzielić pracy od lęku o następny miesiąc. „Wyskoczy mi jedna naprawa samochodu. Ja nie mam z czego żyć” — mówi. Rada, żeby bardziej się postarał, wymagałaby dopisania kilku godzin do doby.

Jego historia z 2018 roku pokazuje jeszcze jeden rodzaj kosztu. Przy cenie skupu 8 groszy za kilogram zostawił w sadzie 40 ton jabłek. Próba oddania owoców za darmo nie znalazła finału u odbiorców. Gdy jabłka zamarzły i nie opadły, trzeba było zerwać je zimą, żeby ratować następny plon. Nie wystarczyło pogodzić się ze stratą. Trzeba było jeszcze przy niej pracować.

Instalacja działała. Pomoc utknęła na formularzu

Klienci sfinansowali Kamilowi fotowoltaikę z magazynem energii. Część kosztów miał im zwrócić po otrzymaniu wsparcia z programu Mój Prąd. Według jego relacji na odpowiedź czekał rok i miesiąc. Przeszkodą okazał się protokół odbioru na innym druku; dwa odwołania nie zmieniły odmowy.

To historia odrębna od ceny jabłek, ale obie spotykają się w domowym budżecie. Producent ponosi wydatek od razu. Na decyzję o wsparciu czeka, finansując ten czas dzięki innym ludziom. Procedura rozlicza poprawność dokumentu. Rachunek za oczekiwanie zostaje u wnioskodawcy i tych, którzy mu zaufali.

Z gospodarstwem znika także wybór kupującego

Kamil i ja rozmawiamy również o zamykaniu niezależnych sklepów. Dla sadownika oznacza to mniej miejsc sprzedaży; dla mieszkańca — mniej możliwości kupowania w swojej okolicy. Gospodarstwo i sklep potrzebują się nawzajem. Sam napis „lokalna żywność” nie zastąpi żadnego z nich.

Wsparcie powinno mieć jasne wymagania i przewidywalny termin rozstrzygnięcia. Możliwość poprawienia dokumentu powinna służyć sprawdzeniu rzeczywiście wykonanej inwestycji. A przy ocenie warunków pracy producenta trzeba pytać o to, czy może dalej prowadzić gospodarstwo i utrzymać rodzinę. Liczba przepracowanych godzin mówi o wysiłku. Nie dowodzi, że ten wysiłek się opłaca.

Kiedy taki sadownik rezygnuje, nie znika wyłącznie jego problem. Znika również możliwość kupienia owoców od człowieka, którego można zapytać, jak je wyhodował.

Mój newsletter

Nowe artykuły i pełne rozmowy prosto do Twojej skrzynki.

To, co warto wiedzieć, zanim stanie się oczywiste. Sprawdzone rozwiązania, produkty warte uwagi i mechanizmy, które zmieniają decyzje.