Bożena Muszyńska w naszej rozmowie. Chwilę później porównuje przyswajalność białka brązowej pieczarki do białka kefiru. To zestawienie odsłania pewną nierówność: jak wiele uwagi potrafimy poświęcić poszukiwaniu wyjątkowego produktu i jak mało temu, który od lat leży obok.
Pieczarkę znamy. Była w zupie, w sosie, na zapiekance. Łatwo uznać, że skoro wiemy, jak smakuje, wiemy już o niej wszystko, co potrzebne. Przyzwyczajenie kończy rozmowę, zanim zdążymy zapytać o wartość odżywczą. Tymczasem „zwykła” to określenie miejsca, jakie produkt zajmuje w naszej głowie. Skład produktu od tego określenia się nie zmienia. Można przez lata dodawać coś do obiadu i ani razu nie zastanowić się, co poza smakiem trafia w ten sposób na talerz.
Białko jest ważnym elementem diety, ale zainteresowanie nim nie musi od razu prowadzić do zakupu suplementu. Może prowadzić do lepszego poznania jedzenia. W tym przypadku prof. Bożena Muszyńska daje dwa konkrety: zawartość białka w suszu i porównanie jego przyswajalności przy brązowej pieczarce. Zachowanie tych szczegółów pozwala zrobić użytek z informacji. Czterdzieści procent dotyczy suszu; nie jest opisem świeżej pieczarki, którą właśnie kroimy. A porównanie z kefirem odnosi się do przyswajalności białka. Dopiero tak przeczytana wypowiedź daje wiedzę, zamiast samego wrażenia.
Dla mnie jest w tym argument za większą ciekawością wobec codziennych zakupów. Zanim zaczniemy szukać kolejnego specjalnego rozwiązania, możemy sprawdzić, co oferują produkty, które mamy na wyciągnięcie ręki. Nie każdy posiłek potrzebuje nowego pomysłu. Czasem wystarczy lepiej rozumieć składniki, które już do niego wybieramy. Pieczarka pozostanie pieczarką. Zmienić może się nasza odpowiedź na pytanie, dlaczego wkładamy ją do koszyka.
Obejrzyj całą moją rozmowę z prof. Bożeną Muszyńską — część 4: