Sprzeciw łatwo potraktować jak dowód, że obywatel jeszcze nie zrozumiał, co jest dla niego dobre. W takim układzie można mówić bez końca. Prawo do rozstrzygnięcia pozostaje zawsze po tej samej stronie.
Prof. Mariusz Miąsko pyta w mojej rozmowie: „Dlaczego wy rozstrzygacie za ludzi, za przedsiębiorców?”. Mówi o narzucaniu formy zatrudnienia i o doświadczeniu tych, którzy chcą podejmować decyzje za innych. Pod tym sporem leży kwestia podmiotowości: czy wiedza człowieka o jego własnym życiu w ogóle może zmienić zdanie decydenta?
Nie uznaję rozmowy za partnerską, jeżeli jedna strona z góry zastrzegła sobie prawo do uznania każdej odmowy za błąd. Wtedy wysłuchanie staje się uprzejmym sposobem przeczekania cudzej wypowiedzi. Obywatel może przedstawić argumenty, opisać sytuację i wskazać koszty. Na końcu i tak usłyszy, że sprawę rozstrzygnięto w jego interesie.
Służba wymaga dopuszczenia możliwości, że człowiek po drugiej stronie biurka wie coś, czego urząd nie wie. Gdy tej możliwości nie ma, pozostaje wyłącznie posłuszeństwo. Tyle że finansowanie instytucji nie jest zgodą na oddanie jej własnego rozumu.
Cały odcinek na kanale YT - Krzysztof Strobel