Najbardziej bezczelny moment w relacji państwa z obywatelem przychodzi wtedy, gdy to obywatel ma się tłumaczyć, dlaczego chce zachować swój wybór. Władza już postanowiła. Teraz człowiek ma udowodnić, że jego własne potrzeby zasługują na uwzględnienie. Utrzymuje cały ten aparat, a zostaje ustawiony przed nim w pozycji petenta proszącego o zgodę na własne życie.
Prof. Mariusz Miąsko przypomina w naszej rozmowie, że przez 52 lata kodeks pracy i kodeks cywilny funkcjonowały obok siebie. Krytykuje opisywany przez siebie mechanizm przekształcania współpracy B2B i umów cywilnoprawnych w umowy o pracę. Nazywa ten kierunek „gigantycznym krokiem wstecz”. Dla mnie za tym sporem o formę zatrudnienia stoi pytanie znacznie poważniejsze: kto komu ma się tłumaczyć z ingerencji w cudze życie?
Jeżeli dwie strony chcą współpracować na uzgodnionych warunkach, to ten, kto zamierza im ten wybór odebrać, powinien wykazać konkretny powód. Tymczasem w logice „wiemy lepiej” wystarczy, że urzędnicza koncepcja powstanie. Cała reszta staje się problemem ludzi, których ona dotyczy. To oni mają zmieniać plany, dopasowywać współpracę i wyjaśniać, dlaczego rozwiązanie wymyślone za biurkiem nie odpowiada ich sytuacji. Twórca ograniczenia występuje jako dobroczyńca. Człowiek broniący swojej samodzielności — jako kłopot.
Nie godzę się na takie odwrócenie ról. Mandat do stanowienia prawa nie zwalnia z obowiązku myślenia o ludziach, którzy będą pod nim żyć. Przeciwnie: zobowiązuje do większej staranności niż ta, której wymaga się od obywatela. Szczególnie wtedy, gdy zamierza się ograniczyć rozwiązania, z których ludzie korzystają od dziesięcioleci. Ich doświadczenie nie jest przeszkodą do usunięcia z procesu regulowania.
Państwo, które chce rozstrzygać za dorosłego człowieka, powinno umieć odpowiedzieć na jego sprzeciw czymś więcej niż własnym uprawnieniem do wydawania poleceń. „Możemy tak uchwalić” opisuje przewagę władzy. Nie dowodzi słuszności jej decyzji. Obywatel nie ma obowiązku mylić jednego z drugim, a już szczególnie dziękować za to, że pozbawiono go głosu we własnej sprawie.
Cały odcinek na kanale YT - Krzysztof Strobel