Przez kilka sezonów nie kupimy agrestu, potem przestaniemy go wypatrywać. Nazwa zostanie. Smak będzie coraz trudniej przywołać. Aż ktoś wspomni go przy stole i na chwilę wróci cały zapomniany kawałek lata.
„Owoce są dla małp” — mówi dr Danuta Myłek w naszej rozmowie. Zaraz podaje uzasadnienie: „Nie potrzeba za dużo owoców, bo fruktoza nas niszczy”. Następnie wymienia owoce, które ceni za ich pożyteczne składniki, między innymi agrest, kiwi, borówki i jagody. To wypowiedź o ilości i wyborze. Sam cytat o małpach nie oddaje jej myśli; sens mieści się także w tym, co proponuje po nim.
Przy agreście wraca do mnie pytanie o pamięć smaku. Żeby czegoś chcieć, dobrze jest wiedzieć, jak smakuje. Żeby umieć wybrać, trzeba mieć do czego porównać. Ktoś może przecież znać owoc wyłącznie z nazwy albo ze wspomnień rodziców. Dla takiej osoby obecność agrestu w sklepie byłaby pierwszym spotkaniem, a nie powrotem do dzieciństwa. Nie da się tęsknić za czymś, czego się nigdy nie spróbowało.
Dlatego interesuje mnie różnica między „nie lubię” a „nie znam”. Pierwsze bywa uczciwym wynikiem doświadczenia. Drugie pozostawia sprawę otwartą. Gdy wszystko, czego jeszcze nie poznaliśmy, od razu uznamy za niepotrzebne, nasze zakupy mogą się zamknąć w kilku dobrze przećwiczonych ruchach. Wygodnych, szybkich i coraz mniej ciekawych.
Pytanie, gdzie się podział agrest, dotyczy więc także miejsca przy naszym stole. Nie każdy musi go polubić. Chciałbym jednak, żeby było czego spróbować, zanim zapadnie wyrok. I żeby słowo „wybór” oznaczało coś więcej niż powrót do tego, co od dawna znamy.
Cała moja rozmowa na kanale YT — Krzysztof Strobel