Mam to w nosie. Mam tego po dziurki w nosie”. Tak prof. Mariusz Miąsko, prawnik, opisuje swoją reakcję na kolejne zmiany w prawie drogowym. To mocniejsza diagnoza przeregulowania niż samo wyliczenie, ile przepisów przybyło. Pokazuje moment, w którym człowiek zawodowo zajmujący się prawem przestaje chcieć za nim nadążać.
Przy tworzeniu przepisów łatwo pominąć jeden zasób: uwagę tych, którzy mają ich przestrzegać. Nowy obowiązek zajmuje miejsce w dokumencie, ale jego wykonanie zajmuje miejsce w czyimś dniu. Trzeba zauważyć zmianę, zrozumieć ją, ustalić, czy nas dotyczy, i dostosować postępowanie. Każdy autor regulacji dokłada swoją część. Obywatel dostaje sumę.
Kierowca ma prowadzić samochód, przedsiębiorca firmę. Poznawanie kolejnych obowiązków konkuruje z pracą, rodziną i odpoczynkiem. Gdy tempo zmian przekracza zdolność ich przyswajania, człowiek zaczyna odkładać sprawę na później. Miąsko opisuje tę granicę bez upiększeń: „Jak mnie zatrzymają, będę się zastanawiał”. Przewidywanie własnych obowiązków ustępuje reagowaniu na interwencję.
Właśnie tu zaczyna się koszt dla samego prawa. Przepis może nadal obowiązywać, choć coraz mniej ludzi orientuje się, co z niego wynika. Kolejna sankcja nie przywróci im straconego czasu ani nie uporządkuje nadmiaru informacji. Profesor ostrzega, że system zapadnie się pod własnym ciężarem. Zanim to nastąpi, pojawia się ta cichsza porażka: obywatel przestaje szukać w prawie wskazówki i zaczyna czekać na kłopot.
Cały odcinek na kanale YT - Krzysztof Strobel
Więcej treści na https://strobel.pl