Przy obietnicach finansowanych długiem tym kimś jesteś również Ty. Nie składasz podpisu pod kredytem państwa, ale brak Twojego podpisu nie zwalnia Cię z udziału w kosztach jego spłaty.
„Pan zapłaci, ja zapłacę, wszyscy zapłacimy” — mówi w moim podcaście prof. Mariusz Miąsko. Domaga się rozwoju przedsiębiorstw, które pozwolą pokrywać wydatki budżetowe z wypracowanych pieniędzy. Wskazuje przy tym rzecz niewygodną dla każdego, kto chce przedstawiać pożyczone pieniądze jako dowód własnej hojności: kredyt trzeba spłacić.
Polityczną korzyść z obietnicy można zebrać od razu. Koszt zobowiązania rozłożyć w czasie i pomiędzy miliony ludzi. Wtedy łatwo zapamiętać, kto „dał”, a znacznie trudniej ustalić, ile ta hojność ostatecznie kosztowała. Właśnie ten rozdział sprzyja obietnicom, przy których źródło pieniędzy traktuje się jak niewygodny szczegół.
Dla pracownika i przedsiębiorcy to żaden szczegół. Z efektów ich pracy utrzymuje się państwo. Dlatego żądaj pełnego rachunku: ile pożyczacie, jaki jest koszt finansowania i z czego zamierzacie spłacić zobowiązanie? Kto ogłasza korzyści, powinien równie głośno przedstawić koszty. Przyjąłbyś taką ofertę we własnym życiu, gdyby o ratach mówiono szeptem, a o prezentach przez megafon?
Cały odcinek na kanale YT - Krzysztof Strobel
więcej na http://strobel.pl