Liofilizacja już samą nazwą pozwala poczuć, że sprawą zajęła się technologia. I zanim zdążymy porównać metody, jedna dostaje w naszej głowie laboratorium, druga — kuchnię babci.
Prof. Bożena Muszyńska tę kolejność odwraca. Przywołuje badania, w których tradycyjne suszenie wypadło najlepiej, a liofilizacja zajęła drugie miejsce. Tę drugą metodę również ocenia bardzo dobrze. Dla mnie najciekawszy jest moment, w którym próbuję ją wysunąć zaraz za świeże grzyby, a Pani Profesor przypomina: „No jeszcze wcześniej suszone, tradycyjnie”. Zdążyłem ominąć rozwiązanie, o którym właśnie rozmawialiśmy.
Za tym tradycyjnym suszeniem stoi kilka zwyczajnych szczegółów: grzyby albo pieczarki pokrojone w plastry, pergamin, w miarę suche mieszkanie i przewiewne miejsce. Wspomnienie grzybów na nitkach przechodzi w konkretną wskazówkę. Można ją zrozumieć bez słownika i odnieść do własnej kuchni.
Lubię takie momenty w rozmowie. Pokazują, jak szybko potrafimy pomylić znajomość czegoś z wyczerpaniem jego możliwości. Przecież znamy suszone grzyby. Właśnie dlatego tak łatwo przestać o nie pytać. A nitka, choć niewiele mówi, najwyraźniej nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.
Cały odcinek na kanale YT - Krzysztof Strobel