Jeżeli znamy przepis i znamy okoliczności sprawy, powinniśmy móc przewidzieć, jak zachowa się państwo. Jeżeli z tych samych danych można wyprowadzić wiele sprzecznych wyników, system prawny przestaje porządkować rzeczywistość. Zaczyna produkować niepewność.
Dlatego entropia nie jest w tej rozmowie efektownym synonimem bałaganu. W ujęciu Boltzmanna rośnie wraz z liczbą możliwych mikrostanów, w jakich może znaleźć się system. W teorii informacji Shannona opisuje niepewność co do tego, który z możliwych wyników rzeczywiście wystąpi. Im więcej dostępnych wariantów i im trudniej przewidzieć jeden z nich, tym większa entropia.
W rozmowie z prof. Mariuszem Miąsko przenosimy tę analogię na prawo. Przepis jest dopiero jednostką redakcyjną. Aby wydobyć z niego normę prawną, trzeba zastosować reguły wykładni. Jeżeli jednak nie istnieje zamknięty katalog tych reguł ani obowiązująca hierarchia określająca kolejność ich użycia, ten sam przepis może zostać przeprowadzony wieloma ścieżkami interpretacyjnymi. Każda z nich może doprowadzić do innego znaczenia, innej decyzji urzędu i innego wyroku sądu.
Około 13 milionów przepisów i 33 tysiące stron nowych polskich regulacji rocznie nie są jeszcze miarą entropii. One powiększają przestrzeń, w której działa niekontrolowana zmienność interpretacji. Dlatego w przyjętej podczas rozmowy skali współczynnik entropii znajduje się bliżej jedynki niż zera. Nie dlatego, że prawa jest dużo, lecz dlatego, że system nie potrafi niezawodnie sprowadzić wielu możliwych interpretacji do jednego powtarzalnego wyniku.
I właśnie tu prawny chaos staje się prawnym bezprawiem. Możesz przeczytać przepis, zastosować się do niego i nadal nie wiedzieć, czy urząd albo sąd odtworzy z niego tę samą normę. Prawo, które miało redukować niepewność, samo staje się jej źródłem. Władza przestaje należeć do wspólnej reguły i przechodzi w ręce interpretatora. Czy spotkałeś się z sytuacją, w której ten sam przepis doprowadził dwa urzędy albo dwa sądy do różnych rozstrzygnięć?
Cały odcinek na kanale YT - Krzysztof Strobel