Nie odpowiada na pytanie znacznie trudniejsze: czy człowiek, który ją otrzymał, potrafi się nią posługiwać.
W niemal każdym zawodzie skala odpowiedzialności podnosi wymagania. Pilot przewożący dwustu pasażerów musi przejść kursy, testy i setki godzin szkolenia. Tymczasem człowiek podejmujący decyzje dotyczące milionów obywateli może objąć urząd bez kierunkowego przygotowania i bez doświadczenia w zarządzaniu choćby małą firmą.
W trzeciej części mojej rozmowy z prof. Mariuszem Miąsko przyglądamy się właśnie tej luce. Przywołujemy analizę, według której dopasowanie wykształcenia ministrów i wiceministrów do powierzonych im obszarów wynosi mniej niż 40 procent. Zaledwie kilku ludzi zasiadających w kolejnych rządach przez lata prowadziło przedsiębiorstwo i nauczyło się, że każda decyzja ma termin, koszt oraz konsekwencje, których nie można przykryć konferencją prasową.
Niekompetencja na szczycie wygląda czasem jak błąd personalny. Na dole przyjmuje postać przepisu, kontroli, podatku, zamkniętej firmy i utraconego miejsca pracy. Minister odchodzi. Urzędnik odkłada dokument do akt. Rachunek zostaje u obywatela.
Dlatego nie pytam, która partia powinna dostać więcej stanowisk. Pytam, dlaczego stanowiska wymagające największej odpowiedzialności w państwie nadal można obejmować bez dowodu, że potrafi się czymkolwiek odpowiedzialnie zarządzać. Władza otrzymana zgodnie z procedurą nadal może być władzą sprawowaną po amatorsku.
Cały odcinek na kanale YT - Krzysztof Strobel