Co najmniej raz w tygodniu dzieci mają dostać obiad na bazie strączków, bez produktów odzwierzęcych. Wraz z początkiem roku szkolnego warto więc poznać nie tylko nazwiska nauczycieli, ale również ludzi, którzy wybierają dzieciom jedzenie.
Zanim te przepisy weszły w życie, sprawdziłem, jak powstawały. W artykule „Jadłospis Twojego dziecka napisano w Oslo”, opublikowanym 3 lipca, prześledziłem finansowanie EAT-Lancet, powiązania organizacji i drogę ich postulatów do polskiego rozporządzenia. Dwa tygodnie później, 17 lipca, w „MINISTERSTWO NIE ZBADAŁO. MINISTERSTWO WDROŻYŁO!” przeanalizowałem odpowiedź resortu na mój wniosek oraz źródła przywołane w uzasadnieniu zmiany. Oba teksty z dokumentacją udostępniłem na http://strobel.pl
Ministerstwo odpowiedziało mi, że NIZP PZH nie badał skutków zdrowotnych diety planetarnej u dzieci i młodzieży w polskiej populacji, a przed wydaniem rozporządzenia nie przeprowadzono odrębnego pilotażu w placówkach oświatowych. Rodzic ma powód, żeby przyjrzeć się temu, co zostanie podane. Nie musi jednak sam odtwarzać całego procesu legislacyjnego — tę pracę wykonałem i zostawiłem źródła do sprawdzenia.
W rozmowie z dr Danutą Myłek dochodzimy do miejsca, w którym dokument spotyka się ze szkolną kuchnią. Mój gość wskazuje dyrekcję, kierownictwo kuchni i szkolnego dietetyka jako osoby, z którymi można szukać porozumienia w sprawie jadłospisu. Odwołuje się do własnego doświadczenia: sama wpłynęła kiedyś na szkolne żywienie. „Sama w pojedynkę” — podkreśla. To zdanie nabiera znaczenia właśnie wtedy, gdy człowiek uznał już, że sam niczego nie wskóra.
Pierwszy krok może być skromniejszy od protestu, a znacznie konkretniejszy od narzekania: poprosić o jadłospis, zapytać o produkty i dowiedzieć się, kto zatwierdza ich wybór. Potem jest już do kogo skierować propozycję. Własne zdanie łatwiej zamienić w rozmowę, kiedy zna się nazwisko rozmówcy.
Cały odcinek na kanale YT - Krzysztof Strobel