Za dwa dni 6,8 miliona dzieci zostanie objętych nowym modelem żywienia, którego skutków nie zbadano wcześniej na polskich dzieciach.
Od 1 września 2026 roku w szkołach i przedszkolach zaczną obowiązywać nowe zasady. Rozporządzenie wprowadza między innymi obowiązkowy obiad w pełni roślinny, roślinną alternatywę w dni z daniem mięsnym lub rybnym oraz możliwość zastąpienia obu porcji mleka napojami roślinnymi lub roślinnymi zamiennikami produktów mlecznych. To nie jest już projekt ani propozycja do dyskusji. To obowiązujące prawo.
Nie oznacza to jednak, że wszystko zostało rozstrzygnięte na poziomie ministerstwa. Rozporządzenie określa ogólne grupy produktów i częstotliwość ich podawania. Nie wybiera konkretnego producenta, marki, dostawcy ani pełnego składu produktu. Nie przesądza również, z jakich surowców powstanie konkretny posiłek i w jaki sposób zostanie przygotowany.
Pomiędzy paragrafem a talerzem pozostaje więc przestrzeń decyzji podejmowanych w konkretnej szkole. Dyrekcja, osoba odpowiedzialna za układanie jadłospisu, kierownik kuchni oraz osoby zajmujące się zamówieniami przekładają wymagania rozporządzenia na codzienne jedzenie. To tam ogólna kategoria zamienia się w konkretny produkt.
Dr Danuta Myłek zwraca uwagę, że rodzice mogą wpływać na ten proces. Mogą pytać, kto ustala jadłospis, kto wybiera dostawców i jakie produkty zostaną zamówione. Mogą korzystać z rady rodziców, zgłaszać uwagi i domagać się, aby szkoła nie ograniczała się do formalnego odhaczenia wymagań, lecz wybierała jedzenie dobrej jakości.
Stawka nie dotyczy wyłącznie tego, czy dziecko polubi szkolny obiad. Według dr Danuty Myłek od tego, co dziecko rzeczywiście zje, zależą również rozwój i praca jego mózgu. Nazwa dania wpisana do jadłospisu nie mówi jeszcze, co trafi do organizmu. O tym decydują skład, jakość surowców i sposób przygotowania.
Nowe szkolne menu nie powstało w polskiej stołówce. W artykule „Jadłospis Twojego dziecka napisano w Oslo” odtworzyłem drogę modelu diety planetarnej: od komisji EAT–Lancet, jej fundatorów i powiązanych interesów, przez międzynarodową sieć wpływu, aż do polskich przepisów.
Nie zatrzymałem się na komunikatach prasowych. Przeczytałem rozporządzenie, jego uzasadnienie oraz materiały, na które powoływało się Ministerstwo Zdrowia. Następnie wystąpiłem do resortu z wnioskiem o dostęp do informacji publicznej.
W drugim artykule — „Ministerstwo NIE ZBADAŁO. Ministerstwo WDROŻYŁO!” — opisałem to, co wynika z otrzymanej odpowiedzi. Ministerstwo Zdrowia przyznało, że przed powszechnym wdrożeniem modelu nie przeprowadzono badań jego skutków wśród polskich dzieci ani programu pilotażowego.
Tego procesu rodzic dzisiaj nie cofnie. Może jednak wpłynąć na jego lokalne wykonanie. Może poprosić o jadłospis na pierwsze tygodnie roku szkolnego, zapytać o nazwy i składy zamawianych produktów, sprawdzić dostawców oraz wprowadzić temat żywienia do porządku spotkania rady rodziców.
Może też wysłać do szkoły prostą wiadomość:
„Proszę o udostępnienie jadłospisu obowiązującego od 1 września wraz z informacją, kto odpowiada za wybór dostawców i konkretnych produktów. Proszę również o wskazanie, w jaki sposób rodzice mogą zgłaszać uwagi dotyczące składu oraz jakości posiłków”.
To nie jest awantura ani próba zarządzania szkolną kuchnią z zewnątrz. To zwykłe pytanie rodzica o jedzenie, które jego dziecko będzie otrzymywać przez większą część tygodnia.
Przepis ustala ramy. O jakości konkretnego obiadu zdecydują ludzie. Rodzice mogą sprawić, że ich głos będzie przy tej decyzji słyszalny.
Cały odcinek na kanale YT - Krzysztof Strobel