Zwierzę zachowuje się inaczej. Pasterz to zauważa. Powtarzalność zamienia przypadek w pytanie.
Prof. Bożena Muszyńska przytacza historię chińskich pasterzy obserwujących jaki podjadające maczużnika i maczużniczka. Zwierzęta miały więcej wigoru, co przekładało się również na prokreację. Grzyby zebrano więc i zaniesiono cesarzowi. Ten miał poczuć się po nich tak dobrze, że zastrzegł je wyłącznie dla siebie.
Wiele stuleci później podobny wątek powrócił w sporcie. Chińscy zawodnicy jedli te grzyby podczas wymagających zawodów i poprawiali swoje wyniki bez wykrycia zakazanego dopingu. Dawna obserwacja spotkała się z nowoczesnym pomiarem.
W tej historii pojawiają się dwa różne gatunki: maczużnik bojowy, czyli Cordyceps militaris, oraz maczużniczek chiński — Ophiocordyceps sinensis. Nazwy są podobne, ale oznaczają różne grzyby. Łączy je opowieść biegnąca od pastwiska, przez cesarski dwór, aż po bieżnię.
Cały odcinek na kanale YT - Krzysztof Strobel