Profesor ma nazwisko, uczniów, komisje, publikacje i dorobek zbudowany na jej prawidłowości.
Gdy urząd pyta, co jest „aktualną wiedzą medyczną”, zwraca się właśnie do środowiska reprezentującego aktualny stan wiedzy.
Człowiek kwestionujący obowiązujący pogląd zostaje więc oceniony przez ludzi, których dorobek zależy od tego, żeby nie miał racji.
Nie potrzeba spisku.
Wystarczy konflikt interesów, którego ustawa nie usuwa, lecz uzbraja w państwową decyzję.