Proces wygląda tak:
Urzędnik pyta ekspertów, co jest zgodne z „aktualną wiedzą medyczną”.
Eksperci wydają opinię.
Urzędnik zamienia ją w kwalifikację wywołującą realny skutek dla nazwiska, reputacji albo działalności człowieka.
Problem pozostaje ten sam: tytuł naukowy nie gwarantuje nieomylności, a zebranie kilku omylnych ludzi przy jednym stole nie produkuje prawdy.
Produkuje tylko opinię z większą liczbą podpisów.
To instytucjonalne pranie błędu: na wejściu niepewna ocena ekspertów, na wyjściu państwowy werdykt.