Zwinne wdrożenie)
Oficjalnie: zwinne zarządzanie, szybkie dostarczanie wartości klientowi, testowanie hipotez na żywym organizmie, elastyczna iteracja i ciągłe doskonalenie produktu na bazie feedbacku. Brzmi dynamicznie i nowocześnie.
W praktyce: to zwinny transfer kosztów testowania.
Pod hasłem „zwinności” bardzo często kryje się wypuszczenie na rynek niedopracowanego półproduktu, byle zdążyć przed końcem kwartału i odznaczyć cel w systemie. Prawdziwe testowanie odbywa się nie w bezpiecznym laboratorium, lecz na żywym organizmie klienta.
Asymetria korzyści i kosztów jest tu uderzająca: – Autorzy wdrożenia inkasują premie za zwinność i dotrzymanie terminu. – Działy wsparcia, handlowcy i obsługa klienta płacą swoim czasem, stresem i reputacją za wściekłość użytkowników, ręcznie sprzątając chaos.
Zwinność w teorii ma eliminować biurokrację. W realiach niedojrzałego zarządzania staje się wymówką dla braku odpowiedzialności za jakość.
Ukryty koszt: koszty stabilizacji systemu są ukrywane w nadgodzinach działów wsparcia i nadszarpniętym zaufaniu klientów.
Z jakimi przypadkami „zwinnego wdrożenia”, które w praktyce oznaczało po prostu niedopracowany produkt, spotkaliście się w swoich branżach? Kto musiał sprzątać ten chaos? Piszcie w komentarzach.