SŁOWNIK UKRYTYCH KOSZTÓW: „Elastyczny czas pracy”
Oficjalnie: swoboda w planowaniu dnia, work-life balance, możliwość pracy z dowolnego miejsca, dostosowanie godzin do własnego rytmu i ucieczka od sztywnego kieratu 9:00-17:00. Brzmi jak zawodowa wolność.
W praktyce: to ciche wywłaszczenie z czasu wolnego.
Pod hasłem elastyczności kryje się całkowity demontaż granic. Kiedyś praca kończyła się fizycznie w momencie wyjścia z biura. Dziś, dzięki technologii i „elastyczności”, nosisz biuro we własnej kieszeni.
Asymetria tego układu polega na tym, że pracodawca może elastycznie oczekiwać Twojej obecności lub odpowiedzi w niedzielę o 22:00, ale Ty rzadko możesz elastycznie zniknąć we wtorek o 13:00 bez tłumaczenia się z każdej minuty.
Firma nie kupuje już 8 godzin Twojego skupienia. Kupuje Twoją permanentną, cichą gotowość do reakcji o każdej porze dnia i nocy.
Ukryty koszt: Twoja rodzina płaci za Twoją fizyczną obecność połączoną z permanentną nieobecnością myślową – smartfonem na stole podczas obiadu i odruchem sprawdzania poczty przy dzieciach.
Jak w praktyce wygląda „elastyczność” w Waszych firmach? Czy to rzeczywiście wolność w planowaniu, czy po prostu smycz, która pozwala pracować dłużej i z każdego miejsca? Piszcie w komentarzach.