wymuszany budżet marketingowy w sieciach)
Oficjalnie: strategiczne wsparcie odsprzedaży, budowanie świadomości marki u konsumentów za pomocą dedykowanych kampanii wewnątrz sieci oraz wspólne inwestowanie w pozycję rynkową produktu. Brzmi jak obopólna korzyść.
W praktyce: to obowiązkowy haracz reklamowy i ukryta marża sieci handlowej.
Jeśli chcesz, aby Twój produkt był widoczny dla klienta, nie wystarczy wyprodukować doskonałego towaru i dostarczyć go na czas. Musisz wykupić „inwestycję w markę” – zapłacić za reklamę w aplikacji sieciowej, udział w gazetce promocyjnej lub dodatkowe miejsce na regale.
Bez tego „wsparcia” Twój produkt szybko ląduje w najniższym rzędzie regału, tuż przy podłodze, gdzie nikt go nie znajdzie.
Prawda o tych budżetach jest brutalna: one nie budują lojalności konsumenta wobec Twojego produktu. One budują marżę operacyjną sieci handlowej, która sprzedaje Ci dostęp do Twoich własnych klientów za ich własne pieniądze.
Ukryty koszt: budżet marketingowy dostawcy finansuje zyski dystrybutora, zamiast trafiać na realne innowacje produktowe i rozwój marki.
Z jakimi najbardziej absurdalnymi formami „inwestowania w markę” spotkaliście się w relacjach z sieciami handlowymi? Jak radzicie sobie z presją na opłacanie tych budżetów? Piszcie w komentarzach.