(Rolka)
Nie o syntezie metamfetaminy. Nie o tym, jak obalić rząd przy użyciu zakwasu i determinacji. O parówce.
Tej z dyskontu, którą połowa Polski pakuje dzieciom do śniadaniówki, nie czytając składu. Bo skład jest napisany czcionką zaprojektowaną dla ludzi z teleskopem.
Oficjalny powód: naruszenie zasad społeczności.
Bez wskazania fragmentu. Bez możliwości rozmowy. Platforma zdecydowała.
Ten sam film, tego samego dnia:
YouTube: 80 000 wyświetleń w 24 godziny. Facebook: 172 000. TikTok uznał, że to zagrożenie.
Warto się zastanowić, dla kogo.
TikTok należy do ByteDance. Siedziba: Pekin.
Ta sama firma prowadzi w Chinach Douyin: identyczna technologia, inne zasady, bo inne państwo użytkuje.
Tiananmen: brak. Hongkong: brak. Opinie o Partii: brak.
W styczniu 2026 roku amerykańska część TikToka przeszła do nowej spółki, w której ponad 80% udziałów objęli inwestorzy z USA i państw sojuszniczych. ByteDance zatrzymał 19,9%.
Wszyscy odetchnęli.
Tylko że to nie zamyka pytania o algorytm, moderację i realną kontrolę nad tym, co znika z ekranu.
Ptak jest wolny. Klatka została.
Rozmawiałem z Beatą Pawlikowską.
Dwadzieścia lat zbierania materiałów. Sześć lat pisania o tym, co legalnie ląduje na polskich talerzach.
Dwa kilogramy dodatków technologicznych rocznie w błogiej nieświadomości.
Glutaminian sodu zniknął z frontu opakowań jak nielubiany pracownik przeniesiony na inne stanowisko. I pojawił się z tyłu etykiety pod inną nazwą.
TikTok uznał, że ta rozmowa narusza zasady społeczności.
Możesz kupić parówkę. Możesz ją zjeść.
Ale zapytaj publicznie, co jest w środku, a platforma z komunistycznym rodowodem stwierdzi, że stanowisz zagrożenie.
Logika jest prosta jak skład dobrej kiełbasy.
Niestety, rozmawialiśmy o parówce…