Rodzą się ze zmęczenia. Z odpowiedzialności. Z poczucia, że jeśli ty tego nie uniesiesz, to cały układ się rozsypie.
W pracy mówisz „tak”, bo projekt musi iść dalej. W domu mówisz „tak”, bo ktoś musi pamiętać, dopilnować, odebrać, odpisać, uspokoić. W relacji mówisz „tak”, bo nie masz siły tłumaczyć po raz kolejny, że też masz granice.
I po latach najgorsze nie jest samo przeciążenie.
Najgorsze jest to, że cudze oczekiwania zaczynają wyglądać jak twoja osobowość.
„Ona sobie poradzi”. „Ona ogarnie”. „Ona zawsze dowozi”.
Piękna laurka. Tylko często wystawiona za darmową eksploatację.
Nie każde „tak” jest wyborem. Czasem jest automatyczną reakcją człowieka, który za długo był systemem awaryjnym dla wszystkich.
Dzisiaj nie musisz przewracać życia.
Wystarczy jedno małe sprawdzenie:
Czy mówię „tak”, bo naprawdę wybieram? Czy mówię „tak”, bo boję się kosztu odmowy?
To jest pierwsza różnica między odpowiedzialnością a samozaniedbaniem.
Zapraszam na mój kanał YouTube na rozmowę z Krzysztofem Sobczakiem o przeciążeniu, ambicji i momencie, w którym samo „dowożenie” przestaje wystarczać.
O tym, jak odzyskać kontakt ze sobą, zanim zmęczenie zacznie podejmować decyzje za nas.