SŁOWNIK UKRYTYCH KOSZTÓW: „Optymalizacja procesów”
Oficjalnie: usuwanie wąskich gardeł, automatyzacja, podnoszenie efektywności operacyjnej i eliminowanie zbędnych kosztów. Brzmi to matematycznie, czysto i profesjonalnie.
W praktyce: to bezlitosne cięcie kosztów kosztem tych, którzy zostali w zespole: „Zwalniamy część pracowników, aby poprawić wynik w Excelu, a ich zadania bezpłatnie i bez dyskusji przejmie reszta zespołu”.
„Optymalizacja procesów” to jedno z najwygodniejszych pojęć dla zarządów. Rzadko oznacza faktyczne uproszczenie pracy. Zazwyczaj polega na redukcji etatów i zakomunikowaniu pozostałym, że od teraz mają dowozić te same (lub wyższe) targety w mniejszym składzie.
Dla góry to sukces – koszty spadły, wskaźniki w raporcie rocznym rosną, a autor optymalizacji odbiera premię. Dla dołu to dramat – permanentne nadgodziny, chaos i praca za dwóch, bez adekwatnej podwyżki (bo przecież „szukamy oszczędności”).
Ukryty koszt: to zdrowie, spokój i czas prywatny pozostałych pracowników finansują poprawę rentowności firmy. Koszt zniknął z rubryki „Wynagrodzenia”, ale wróci w postaci rotacji, błędów i wypalenia zespołu.
Z jakimi najbardziej absurdalnymi efektami „optymalizacji procesów” spotkaliście się w swoich firmach? Co ucierpiało najmocniej? Piszcie w komentarzach.