One tylko mrugają kolorem, zapachem, nazwą i zdjęciem na opakowaniu.
Człowiek kupuje więc nie tyle smak, ile obietnicę smaku. Trochę wspomnienie, trochę teatr, trochę laboratorium przebrane za deser.
A potem okazuje się, że główny bohater wszedł na scenę na półtora zdania.