Dawno temu dziwiłem się, że np. na grupie o gotowaniu, ktoś wrzucał zdjęcie ciasta, opisywał krok po kroku, jak je zrobił, a na końcu pisał: „dokładny przepis jest w pierwszym komentarzu”.
I wtedy pod spodem zaczynał się chór:
„Czy można prosić o przepis?”
Myślałem wtedy: no dobrze, może ktoś nie zauważył. Może scroll był szybszy niż oko.
Po ostatnich dniach odpowiadania na setki komentarzy pod rolkami i postami mam już inną teorię.
Matematycznie rzecz biorąc, 3,14% komentarzy, które wyrażają sprzeciw, dotyczy tego, co naprawdę zostało powiedziane.
Reszta polemizuje z nagłówkiem, miną, cudzą projekcją, wyobrażonym zdaniem, którego nikt nie wypowiedział, albo z własnym zdenerwowaniem ubranym w komentarz.
Ktoś pyta o przepis, stojąc nad przepisem.
Ktoś krzyczy „brak argumentów”, pod filmem pełnym argumentów.
Ktoś pyta „skąd ta wiedza?”, mając odpowiedź minutę wcześniej.
I czasem mam wrażenie, że przepis leży na stole, ciasto już stygnie, a ktoś dalej woła z kuchni:
„Ale czy można prosić o przepis?”