Dwie Bramy, Albo Dlaczego Czasami Lepiej Wyjść Niż Coś Powiedzieć
Zdań kilka z bieżącego życia.
Byłem dziś u stomatologa. Awaryjnie, ale to nieistotne.
Istotna jest poczekalnia. A właściwie jeden człowiek w niej – na wskroś uprzejmy, ale... no właśnie.
Brama Pierwsza: Wyjście Pełne Szczęścia
Wychodzę od stomatologa do poczekalni. Ludzi pełno – w końcu to poczekalnia, ludzie czekają. Mówię ładnie "dzień dobry", zagaduję nawet, bo mam poczucie winy – byłem przecież "z buta", awaryjnie, czyli kolokwialnie: wpakowałem się przed kolejką.
Moja uprzejmość najwyraźniej działa jak zaproszenie, bo jeden z jegomościów się ośmiala i zagaduje. O czym? O dentyście.
Dentyście.
Pierwsza myśl: kurczę, ciekawe. Ja wyszedłem od stomatologa, a on czeka do dentysty. Naprawdę mnie to zafascynowało – aż tak, że sobie zapisałem do późniejszych dywagacji lingwistycznych.
Ale do brzegu.
Effera O Influanserze
Jegomość, usłyszawszy że ja nic nie wiem (i nie wiem do tej pory, bo nie sprawdzam rzeczy, które mnie nie interesują), dzieli się efferą:
Niedaleko, bo w Stalowej Woli, jest dentysta – jak się jego mość wyraził – influanser. U tego dentysty-influansera zęby leczą celebryci.
Poszła plejada nazwisk, której nie zapamiętałem. Tylko pierwsze mi zostało: Rutkowski. Dalej już mgła, ale wśród tej celebryckiej śmietanki był też – cytuję fonetycznie – bizmesmen.
I ten bizmesmen się leczył, aż się wyleczył. A kiedy przyszło do płacenia, okazało się, że portfel ma w samochodzie. Ale jak już do tego samochodu doszedł, to doszedł jeszcze gdzieś dalej. Do wniosku doszedł – że nie ma co wracać. I nie zapłacił.
Taką to efferą jegomość się podzielił.
Moja Naiwność, Czyli Karma Wraca
Ja, z uprzejmości, ale i w osobistym przekonaniu, odpowiadam coś w stylu: "To bardzo nie fair, karma wraca, nie wyobrażam sobie być komuś coś winny..."
Standardowy zestaw moralnych zasad człowieka, który jeszcze wierzy w sprawiedliwość uniwersalną.
I tu jegomość mnie zaskakuje po raz ostatni.
Mówi: "AAAA, CO? Na biednego trafiło? Przecież u tego dentysty to się grube piniądze płaci za samo otwarcie drzwi!"
Brama Druga: Wyjście Pełne Konfuzji
I tu wracam do tytułu: czasami lepiej wyjść niż coś powiedzieć.
Bo co ja miałem powiedzieć? Że okradanie bogatych jest w porządku, bo są bogaci? Że "grube piniądze" to licencja na nieuczciwość? Że moralność ma próg dochodowy?
Mogłem. Ale wybrałem drugą bramę.
Wyszedłem. Życząc wszystkim w poczekalni miłego dnia.
Morał?
Nie ma morału. Jest tylko obserwacja: ludzie nie mają problemu z karmą, dopóki uderza w kogoś bogatszego. A uprzejmość w poczekalni to czasem zaproszenie do świata, w którym logika działa na zasadzie "dentysta vs stomatolog" i "bizmesmen, który nie zapłacił, bo po co".
Czasami lepiej wyjść.
Ja wyszedłem dwa razy.
Raz – pełen szczęścia, że mam już zęby załatwione. Dwa – pełen konfuzji, że załatwiłem sobie wgląd w ludzką naturę, o który nie prosiłem.
Obie bramy prowadziły na zewnątrz. Tylko jedna z nich była lepsza.