Krzysztof Strobel — strona główna
Artykuły / Człowiek w praktyce
Człowiek w praktyce

Żyjesz, czy tylko udajesz?

Najgroźniejszy moment w życiu człowieka po 40-tce nie przychodzi wtedy, gdy mu coś nie wychodzi.

Krzysztof Strobel19 kwietnia 2026Około 3 min czytania
Okładka artykułu

Przychodzi wtedy, gdy wszystko wygląda tak, jak miało wyglądać.

Jest stanowisko.
Jest firma.
Jest dorobek.
Jest historia, która dobrze brzmi przy stole, na LinkedInie i na rodzinnych spotkaniach.

A w środku coraz częściej nie ma dumy.
Jest głównie ulga, że znowu nic się nie rozsypało.

W rozmowie z Krzysztofem Sobczakiem najmocniej uderzyło mnie jedno:
można latami realizować nie swoje życie i jeszcze dostawać za to nagrody.

I tu zaczyna się prawdziwy problem.

Bo jeżeli żyjesz cudzym scenariuszem, system potrafi bardzo hojnie ci za to płacić.
Da ci status.
Da ci pieniądze.
Da ci tytuł.
Da ci wizytówkę, za którą inni będą gotowi cię szanować.

Nie da ci tylko odpowiedzi na pytanie, kim jesteś, kiedy to wszystko nagle zniknie.

Sobczak przeszedł drogę, która wielu ludziom wydałaby się definicją sukcesu.
Technologia.
AI, zanim stało się modne.
Firma zbudowana od zera.
Wejście na giełdę.
Osiągnięcia, które z zewnątrz wyglądają jak potwierdzenie, że wszystko idzie we właściwą stronę.

Tylko że nie szło.

I to jest w tej rozmowie najcenniejsze.
Nie kolejna opowieść o sukcesie.
Tylko uczciwe przyznanie, że sukces może przynosić bardziej ulgę niż spełnienie.
Że można domykać kolejne rundy, produkty i etapy, a w środku coraz wyraźniej słyszeć pytanie:
co ja tu właściwie robię i po co?

Większość ludzi po 40-tce zna ten stan lepiej, niż chce przyznać.

Nie dlatego, że są słabi.
Tylko dlatego, że przez lata byli za dobrzy w dowożeniu.

Za dobrzy w byciu odpowiedzialnym.
Za dobrzy w niesieniu wszystkiego na plecach.
Za dobrzy w robieniu tego, co trzeba.

I w pewnym momencie człowiek już nie wie, czy żyje, czy tylko obsługuje rolę, która kiedyś miała mu zapewnić bezpieczeństwo.

W tej rozmowie padło też bardzo ważne rozróżnienie.
Nie każdy kryzys bierze się z porażki.
Często bierze się z długiego i konsekwentnego opuszczania siebie.

Najpierw trochę.
Potem zawodowo.
Potem emocjonalnie.
A na końcu tak skutecznie, że człowiek potrafi prowadzić spotkanie, zarządzać firmą, ogarniać dom, trening i rachunki, a jednocześnie kompletnie nie wiedzieć, co czuje.

To nie jest dojrzałość.
To jest perfekcyjnie opanowana alienacja od samego siebie.

I nie, odpowiedzią nie jest kolejny wyczyn.
Nie trzeba przebiec 300 kilometrów przez amazońską dżunglę, żeby się ze sobą spotkać.
Choć nawet to Sobczak ma za sobą.

Najbardziej przewrotne jest co innego:
często początek zmiany nie wygląda heroicznie.
Wygląda śmiesznie prosto.

Zaparkować 200 metrów od domu.
Wyłączyć telefon.
Usiąść na 10 minut.
I zadać sobie pytanie, które dla wielu dorosłych ludzi okazuje się trudniejsze niż negocjacje, target i zarządzanie zespołem:

co się ze mną dzieje?

Nie: co mam jeszcze zrobić.
Nie: co muszę dowieźć.
Nie: jak szybko naprawić nastrój.

Tylko:
co ja teraz myślę,
co ja teraz czuję,
co mówi moje ciało.

Brzmi banalnie.
Nie jest banalne.

Bo wielu ludzi przez całe lata buduje bardzo luksusową zbroję:
status, sprawczość, kompetencje, sukces, nawet podziw.

I potem odkrywa rzecz mało widowiskową, ale brutalnie prawdziwą:
zbroja świetnie chroni przed światem, ale fatalnie utrudnia kontakt z sobą.

Dlatego ten odcinek nie jest tylko o psychoterapii.
Jest o czymś znacznie szerszym.
O życiu, w którym człowiek tak długo był dzielny, aż przestał być obecny.

O Polsce, w której heroiczne przekraczanie siebie uchodzi za cnotę.
O kulturze, w której łatwiej powiedzieć „ogarniam” niż „jest mi smutno”.
O dorosłych ludziach, którzy potrafią zarządzać budżetem, firmą i kryzysem, ale nie potrafią zadzwonić do kogoś bliskiego i powiedzieć:
słuchaj, dzisiaj jest mi ciężko.

I nie, to nie jest zachęta do narzekania.
Narzekanie jest wygodnym teatrem bez odpowiedzialności.
Tu chodzi o coś odwrotnego:
o odzyskanie języka dla tego, co naprawdę dzieje się z tobą.

Sobczak powiedział w tej rozmowie coś jeszcze mocniejszego:
nie ma radości bez dostępu do smutku.

Człowiek, który odcina od siebie ból, nie wycina tylko cierpienia.
Wytnie też zdolność do prawdziwej radości, bliskości i poczucia sensu.

I może właśnie dlatego ta rozmowa jest tak potrzebna.
Bo ona nie schlebia naszej pozie.
Nie opowiada bajki, że jeszcze jeden awans, jeszcze jedna inwestycja, jeszcze jeden zakup albo jeszcze jeden wynik załatwi temat sensu.

Nie załatwi.

Jeśli nie masz kontaktu ze sobą, to nawet najładniej opakowane życie w końcu zacznie brzmieć w środku pusto.

I to jest moment, w którym nie trzeba od razu wywracać wszystkiego do góry nogami.
Ale trzeba przestać kłamać.

Przed sobą.

Może więc najważniejsze pytanie po tej rozmowie brzmi nie:
czy osiągnąłem już wystarczająco dużo?

Tylko:
czy to, co buduję, naprawdę jest moje?

Bo można mieć wszystko, co z zewnątrz wygląda na sukces.
I wciąż nie mieć siebie.

Odcinek z Krzysztofem Sobczakiem jest tu.

Mój newsletter

Nowe artykuły i pełne rozmowy prosto do Twojej skrzynki.

To, co warto wiedzieć, zanim stanie się oczywiste. Sprawdzone rozwiązania, produkty warte uwagi i mechanizmy, które zmieniają decyzje.